WYBITNI ANIMATORZY KULTURY LUDOWEJ

Cykl reportaży realizowany w 2021 roku, w ramach Stypendium Ministra Kultury,  Dziedzictwa Narodowego i Sportu zatytułowany:

Krystyna Lewicka-Ritter „W KUJAWSKO-POMORSKIEM – Z OSKAREM KOLBERGIEM POD RĘKĘ” *

MIROSŁAWA GOŁYSKA – KOCIEWIANKA CO GWIZDUNA OBUDZIŁA

      Podczas Dożynek Wojewódzkich w Tucholi w 2020 roku, na stoisku prezentującym region Kociewie, zachwyciła mnie gadająca pśankną (piękną) gwarą kociewską, ubrana w świetlicowy kociewski strój kobieta, w oczach której naprawdę – tego jestem pewna! – zobaczyłam ten sam błysk, co u pozostałych moich cudownych rozmówców – pasjonatów swoich Małych Ojczyzn. Poznaję ludzi z pasją, moim kujawskim sercem, od „pierwszego wejrzenia”. Rozpoznaję ich po tej radości w głosie, po tym zapatrzeniu w ciepłe, rodzinne wspomnienie babć i dziadków, po tym zachwycie nad babcinymi haftami, kluseczkami i ciasteczkami. Wiedziałam, że się zaprzyjaźnimy, wiedziałam, że bez końca będziemy sobie opowiadać swoje regionalne historie. I stało się… na mojej stypendialnej, reporterskiej trasie, nie mogło zabraknąć spotkania z Mirką Gołyską – przewodniczącą Koła Gospodyń Wiejskich w Belnie, w gminie Jeżewo – niesamowitą pasjonatką kociewskiej kultury!

      MIRKA PRACOWAŁA ZAWODOWO do roku 2017 JAKO PIELĘGNIARKA w  Wojewódzkim Szpitalu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Świeciu. Ukłucie kociewską strzałą w serce poczuła, gdy na ścianie Amfiteatru w Świeciu zobaczyła wystawę zorganizowaną przez Izbę Regionalną Ziemi Świeckiej, na której „wpadł jej w oczy” haft kociewski. To wtedy właśnie, przyszło to olśnienie, ten błysk, gdy skojarzyła, że przecież takim samym haftem zdobiona była jej ulubiona poduszeczka u babci, która ją wychowywała. I to było to! Zaczęła szukać źródeł – i w Internecie, w Tekach Kociewskich, znalazła! Ów haft okazał się być wzorowany na motywach szkoły morzeszczyńskiej Marii Wespowej.

      Wszystko to zbiegło się z przejściem Mirki na emeryturę i nawiązaniem kontaktów z koleżankami z kół gospodyń wiejskich. Czas więc pozazawodowy i pasja, która owładnęła „świeżo upieczoną” emerytką wydały… owoce! – Dosłownie „pożerałam” wszystkie książki o Kociewiu, zaczęłam się uczyć gwary kociewskiej, poznawać kociewskie zwyczaje i obrzędy i oczywiście działać w moim kole w Belnie, w którym w roku 2018 zostałam przewodniczącą. Za pomoc w zdobywaniu wiedzy o Kociewiu, serdecznie dziękuję pani profesor Marii Pająkowskiej-Kensik  – mówi Mirka GołyskaW rodzinnych albumach po babci odnalazłam stare fotografie, na których, może z lat sześćdziesiątych było zdjęcie mojego brata z… jakimś dziwnym przebierańcem. Jak się później okazało, po moich dalszych poszukiwaniach, to był Gwizdun – wraca do wspomnień Mirosława Gołyska. – No i postanowiłam go… obudzić. Gwizduny to dawny zwyczaj przemarszu korowodów, grup przebierańców chodzących po wsiach kociewskich w okresie adwentu. Ta dawna tradycja, była już zapomniana. Nie mogłam więc się już zatrzymać i – dzięki współpracy z grupą podobnych pasjonatów – stworzyliśmy taką grupę „rekonstrukcyjną” odnawiającą tę tradycję. Jeszcze przed pandemią zorganizowaliśmy przemarsz Gwizdunów w Laskowicach podczas kiermaszu Mikołajkowego. Pokazywaliśmy też tę dawną, kociewską piękną tradycję na innych imprezach, między innymi na Spotkaniu Mikołajkowym dla seniorów w mojej wsi. Bardzo się wszystkim nasze Gwizduny spodobały. Dziękuję więc całej naszej grupie za zaangażowanie, także rodzicom dzieci, które uczestniczą w tej inscenizacji. Oby pandemia jak najprędzej minęła, byśmy znów mogli pokazywać piękne tradycje naszej Małej Ojczyzny.

      – GWIZDUNY NA KOCIEWIU, chodziły po wsiach jeszcze po II wojnie światowej – kontynuuje swoją kociewską opowieść rozkochana w regionie Mirosława Gołyska. – Nazwa zapewne pochodzi stąd, że na to wydarzenie uczestnicy korowodu zgwizdywali się we wsi. Później szli całą grupą, śpiewając gwarą kociewskie pieśni i kolędy, przebrani za Śmierć, Diabła, Babę, Cygana, Bociana, Niedźwiedzia, Żyda prowadzącego na postronku Kozę, składają życzenia mieszkańcom odwiedzanym w domach. W podziękowaniu za wizytę, częstowano i obecnie zgodnie z tradycją częstuje się tych adwentowych kolędników tylko fefernuskami czyli drobnymi słodkimi pierniczkami, pieczonymi w formie małych kuleczek, zwanymi tez brukowcami. Słodkości te otrzymują od Gwizduna również dzieci, które umiały mówić pacierz lub zaśpiewać kolędę – o co je prosił Gwizdun podczas takiej wizyty. W każdym orszaku musiała być też Gwiazda – ale nie świecąca, bo miała dopiero zabłysnąć w Święta Bożego Narodzenia nad stajenką narodzonego Chrystusa, Główna postać orszaku – Gwizdun, to postać niezidentyfikowana, ni to ze świata zwierząt, ni ludzi. Chodzi w kożuchu odwróconym wierzchem, dzwoniąc dzwoneczkiem oznajmiającym nadejście korowodu, z twarzą zasłoniętą słomą. Biada tym, których Gwizdun nie odwiedził, bo mogło ich spotkać nieszczęście. Trzeba też koniecznie podkreślić odrębność kulturową Gwizdunów kolędujących po wiejskich chałupach w okresie adwentu!

       A OTO FRAGMENT SCENARIUSZA „Gwizdunów Kociewskich”, którego autorką jest Mirosława Möller. Postaci występujące w tej inscenizacji to: Romek, Mónka, Teklusia ji Klara, Baba, Żyd z Kozó, Cygón z Niedzwiedźam, Bocian, Diabeł, Janieli, Gwizdun. Korowód idzie z piosenką:” Zagrzmiała, rujnyła.” Obejrzałam to przedstawienie podczas spotkania z miłośnikami kociewskiej kultury, także tej kulinarnej, w Jeżewie. Film z inscenizacji przemarszu Gwizdunów, opublikuję na moim profilu na fb.

 „Zagrzmiała, rujnyla w Betlejam ziamnia,

Nie było, nie było Józefa w doma.

Kendyżeś, kendyżeś, Józefie bywał?

W Betlejam, w Betlejam dzieciątku śpiywał.

Wół, łosioł, wół łosioł, przed nim klynali,

bo swego, bo swego Stwórcę poznali.

Ryczacy, beczący Panu śpiwali,

Pastyrze, pastyrze w multanki grali.

Zmniłuj się, zmniłuj się, nasz wieczny Panie,

 Przez Ciebia, przez Ciebia się nic nie stanie.

– Baba: Idziem bez świat do Betlejam. Idzie (imiona występujących dzieci ostatnie z rymem do Betlejam) Kaźmirz z Bartłomiejam.

Żydek z Kozó idzie przódzi, a zaś Gwiazda rej tu wodzi,

idzie Cygón tu z Niedźwiedźam, Bocian wóm ukradnie śledzia.

Zagra łostro Wóm kapela zaśpsiwa mało wiela.

Klarka: Dla Jezusa Maleńkiego niesim swe podarki, Aby Jamó wszystko złożyć łod Romka, Teklusi ji Klarki.

– Cygón; Wiyrsze bandzim gadać dla Maleńki Dzieciny, aby mniłość swoju  łokazać łod kociewski rodziny.

Baba: To tedy Knapy (chłopcy) ji pupy (dziewczęta) zaczynajta to dla Śwanty Rodziny gadanie.

– Mónka : Ja psirwsza. Ło Panie Jezu Malusieńki chtórnyś sia wew stajance narodzy, skladóma Tobia serdeczne dzianki, że z grzychów nas oswobodzisz.

– Tekla: Dómy Tobie walny podgłówek, puchowy cały, spać bydziesz sobie na ni wygodnie jak zacny Król wspaniały.

– Romek: Dumy Mu psiankne łobucie, sztyfelki na małe psianty, ciepluchno bydzie mnioł w swoji lólónce Nasz Jezus Malusiańki.

– Klarka: Głodu u nas nie zaznasz, każdyn hala jydzenie: kucha na miodzie, kołacza, mlyka naniesim Ci Panie.

Baba: psianknie gadata, to tra Kolanda zaśpsiwajta:…”

      W inscenizacji przygotowanej przez Mirkę Gołyskę, grają: Gwizdun  – Bartłomiej Targowski; Baba – Mirosława  Gołyska; Gwiazda – Weronika Niedzielska; Klarka – Zuzanna Ziółkowska; Cygón – Filip Strzyżewski; Żyd – Alan Podelewski; Mónka – Julia Michałowicz; Romek – Fabian Ziółkowski; Teklusia – Magdalena Żabińska; Tekla – Zuzanna Grajewska; Kominiarz – Agnieszka Niedzielska; Janioł 1 – Julia Niedzielska; Janioł 2 – Agata Żabińska; Niedźwiedź – Marek Czajka 

       MAM WIELKIE MARZENIA, BY „WSKRZESIĆ” INNE ZWYCZAJE KOCIEWSKIE, na przykład Wygrabki zwane też Wybierkami – czyli zbieranie ziemniaków pozostałych po tym pierwszym zbiorze i Pokłoski – zbieranie po żniwach na polu kłosów, by się nic nie zmarnowało  – dodaje Mirka.

      W gminnej wsi Jeżewo, w drugim tygodniu października – dzięki projektowym środkom Narodowego Centrum Kultury, Starostwa Powiatowego w Świeciu oraz Gminnego Ośrodka Kultury w Jeżewie przy udziale Mirki i innych pasjonatów oraz władz gminy Jeżewo – organizowana była w 2018 i 2019 roku sztandarowa impreza: „Jo, Kociewie je w Jeżewie”. Na niej członkinie 11 kół gospodyń wiejskich prezentowały swoje wyroby kulinarne i przetwory. Można także było kupić dzieła, nie tylko lokalnych, twórców ludowych – rzeźbiarzy, hafciarek, malarzy, plecionkarzy. Imprezie towarzyszyła muzyka ludowa, w wykonaniu zespołów folklorystycznych, także tych dziecięcych, bo na Kociewiu z wielką troską, w wielu szkołach realizowana jest edukacja regionalna. Kociewiacy marzą, by stała się ona imprezą cykliczną

      – Wszystkie koła w gminie Jeżewo są niezwykle aktywne mówi Mirosława Gołyska. Trzeba je zatem wszystkie wymienić. A są to koła we wsiach: Belno, Białe, Ciemniki, Dubielno, Czersk Świecki, Laskowice, Buczek, Jeżewo, Piskarki, Taszewo, Osłowo. Większość pań posiada świetlicowe stroje ludowe z tradycyjnym motywem choinki na przedzie serdaka, ufundowane przez Gminny Ośrodek Kultury w Jeżewie oraz z funduszy wypracowanych przez koła gospodyń. Chętnie razem przygotowujemy wiele imprez. Nasze tradycyjne jeście, choć niewyszukane, jest przepyszne i zdrowe. Wymienię tylko niektóre z tych przysmaków, które przyrządzamy dla naszych gości. Są to między innymi: zupa Zagraj, brukwiunka na gansinie (gęsinie), golce (kluchy ziemniaczane) ze skrzyczkami (skwarkami) oraz z gamułą (twarogiem) lub z kwaśnum parzónum (parzoną) kapustą, ruchanki z fjutem. To te potrawy spod strzechy. A te gburskie jeście – potrawy bogatszych gospodarzy to: ajntopy, dania jednogarnkowe – zupa gulaszowa, czernina z golcami i ze śliwkami. Na lokalnych imprezach cieszą się one zawsze wielkim powodzeniem, nawet wśród największych smakoszy. Serwowaliśmy je na przykład w Lipinkach, na imprezie organizowanej przez Stowarzyszenie „Kultura na wsi”, z którym współpracujemy przy okazji realizacji różnych projektów. Zbieraliśmy wtedy również pieniądze na pomoc w ratowaniu  zdrowia dziecka chorego na autyzm.

      Już w kolejnym reportażu poznamy i rozsmakujemy się wreszcie w kociewskich potrawach. Zapowiadam tę kociewska ucztę już od początku mojej wędrówki po tym malowniczym regionie, ale jak wspomniałam we wstępie reportażu z Izby Regionalnej w Świeciu, napięcie – jak u Alfreda Hitchcocka – musi rosnąć! Choć właściwie, już uchyliłam rąbka tajemnicy.  Bo to właśnie na tym smakowitym spotkaniu w Jeżewie, przygotowanym przez panie z 11 jeżewskich kół gospodyń wiejskich, obejrzeliśmy opisane powyżej przedstawienie Kociewskich Gwizdunów. Przygotowała je wraz z grupą aktorów-amatorów – Mirka Gołyska – pasjonatka kociewskiej kultury, mówiąca i pisząca także krótkie teksty kociewską gwarą Jeden z nich zamieszczam pod tym artykułem, nadając Mirce tytuł – kociewskiego „Kolberga”. Mam nadzieję Mirko, że zachęci Cię to jeszcze bardziej do realizacji Twoich kociewskich marzeń, w tym do spisywania wspomnień najstarszych mieszkańców regionu. Powodzenia Mirko!!!

Krystyna Lewicka-Ritter – Twoja koleżanka Kujawianka

Gadka o naszym Kociewiu.

Co to je to Kociewie i chto só to te Kociewiaki – tak do mnie rozmaite bówki gadaju jak do mnie przyndó, no to klaruja, że Kociewiaki to wej só take same Polaki jak wszytkie inne, jeno że ździebko inaczy gadaju, a tyż inaczy sia obówaju, wyszywaju.

       Kociewie je psiankne i walnie urozmaicóne. Sianga od Pszczółków na północ, od Tczewa aż po Świecie na połedniu ji leży mniandzy Wjisłu a Czarnu Wodu.

       Na naszym Kociewiu mómy ziamnie ji bogate ji bjydne ale daju  wszystko co nóm potrzybne. Tam gdzie czarna i tłusta można siać rónkle ji pszenica. Mómy tyż janziora a w nich fol rybów, ji lasy , górki ji kociełki, tyż rzyki ji psiachudry. Gdzie psiachudry tam fiut z maślanki gotowali co by na przednówku pomazka na chlyb mnić , tak czego nigdzie nie najdzieta.  Smarzyli tyż ruchanki, a my baby ruchanka z fiutem połunczyli. Tak to wszyćkim smakowało ji za to walnygo dyplumów na konkursach nóm dali.

      Chłopy nasze tyż nie czmery ji w drzewie psiankne łobrazy strygaju. Baby nasze psiankne chabry, maki polne na dekach wyszywaju. Nasze dziewuchy przycipne, ni pytolu, jeno w gromadzie „Kociewianki” psiankne frantówki śpsiwaju.

       Kociewiaki dzielo sia na Nowiaków i Świeciaków, od Skarszewów  aż do Smantowa na Góralów. Na górkach i wyżynach mniandzy Tczewem, Pelplinem a Gniywem to Feteraki, ji na Olyndrów na nizinach kele Wjisły.. Po obu strunach środźkowy Wdy mniaszkaju Lasaki. Wielgachne je to nasze Kociewie. Nasze mniasta ji wioski tyż so psiankne i fol zabytków majó. Tu na Kociewiu je dycht fejn. 

                                               Mirosława Gołyska

Tekst powstał w oparciu o „Mały słownik kociewski” Marii Pająkowskiej – Kensik.

Wydany przez Kociewski Kantor Edytorski, Tczew 2000 

* Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust.1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

Izba Regionalna Ziemi Świeckiej Ośrodka Kultury, Sportu i Rekreacji w Świeciu

Cykl reportaży realizowany w 2021 roku, w ramach Stypendium Ministra Kultury,  Dziedzictwa Narodowego i Sportu zatytułowany:

Krystyna Lewicka-Ritter „W KUJAWSKO-POMORSKIEM – Z OSKAREM KOLBERGIEM POD RĘKĘ” *

INTEGRUJĄCA ROLA KOCIEWSKIEJ KULTURY

      Czas biegnie nieubłaganie. Zaledwie kilka miesięcy temu zaprosiłam Państwa na zwiedzanie i poznawanie etnograficznych subregionów województwa kujawsko-pomorskiego. Od kwietnia, dzięki wizytom w zacnych, muzealnych placówkach, rozsmakowaliśmy się już w urokach – Kujaw, Ziemi Dobrzyńskiej, Pałuk, Borów Tucholskich, Krajny, Ziemi Chełmińskiej i Ziemi Michałowskiej. Spotykaliśmy tam także ciekawych ludzi – pasjonatów ludowego dziedzictwa każdej z Małych Ojczyzn. Teraz odwiedzimy Kociewie, a raczej jego kujawsko-pomorską część. Poznamy kociewskich pasjonatów, regionalne zwyczaje i tradycyjne jeście (w gwarze kociewskiej – jedzenie, potrawy). Zgodnie z zasadą Alfreda Hitchcocka, który mawiał, że dobry film zaczyna się „od trzęsienia ziemi, a później napięcie powinno rosnąć” i ja zatem zgodnie z tą zasadą, postaram się poprowadzić moją reporterską trasę przez kujawsko-pomorskie Kociewie. Wandry (po kociewsku wędrówka, wędrowanie) zacznę od Świecia, by później móc pokazać te… chyba… jeszcze ciekawsze miejsca!

      JESTEŚMY W ŚWIECIU NAD WISŁĄ, urokliwym mieście, którego kulturę kształtowali liczni przybysze. Nie tylko ci z niezwykle bogatej i burzliwej historii miasta i okolic, między innymi Krzyżacy i olendrzy, ale także ci współcześni – budowniczowie i pracownicy jednego z największych w Polsce, ba w Europie, zakładów produkcji papieru i celulozy, obecnie – Mondi Świecie S.A. Przyjeżdżają tu do pracy z najodleglejszych zakątków kraju, a nawet świata. Można powiedzieć, że wskutek rozwoju tej firmy, liczba mieszkańców Świecia, na przestrzeni kilkudziesięciu lat – wzrosła co najmniej dwukrotnie!

       Wiele lat temu przybył także do pobliskiego Chełmna, z miłości do regionu i… żony, (po studiach w Katedrze Etnologii i Antropologii Kulturowej UMK w Toruniu) mieszkaniec Jeleniej Góry – Jakub Stelągowski, pracujący obecnie jako kierownik Izby Regionalnej Ziemi Świeckiej OKSiR. Z przyjemnością oglądam niezwykle kameralną, stałą wystawę etnograficzną w izbie. Każdy z prezentowanych tu obiektów, to swego rodzaju świadek historii: – Mamy na wystawie kilkadziesiąt eksponatów, pochodzących z regionu świeckiego, etnograficznie z Kociewia – mówi Jakub Stelągowski. – Są to przeważnie: przedmioty codziennego użytku, narzędzia pracy, zabawki, obiekty kultu, najczęściej z początku XX wieku i nieco młodsze. Duże zainteresowanie wzbudza zwykle lodownia pokojowa z początku XX w., z zewnątrz wyglądająca jak zwykła szafka od środka wyłożona blachą cynkową. Ścianki tej szafki są zaizolowane trocinami. Na wyznaczonych półkach tego mebla układano kawałki bryły lodowej. Niezbędnym elementem takiej „lodówki” był odpływ, dzięki któremu można było wylać wodę, gdy lód się rozpuścił. Co prawda do takiej lodowni pokojowej należało go regularnie dokładać, ale za to nie wymagała ona podłączenia do prądu oraz do sieci wodociągowej i gazowej

     – Przy okazji prezentacji tej lodówkowej szafki, opowiadamy zwiedzającym również o funkcjonującej w Grucznie, zrekonstruowanej lodowni – kontynuuje Jakub Stelągowski. – Wprawdzie nie mamy na wystawie przedmiotów, które można by uznać za obiekty podkreślające odrębność kulturową Kociewia, ale znajdują się tutaj pochodzące z najbliższej okolicy: drewniane szufle do ziarna, wirówka do mleka, tzw. centryfuga, cepy, drewniana pralka, drewniany pojemnik na wodę, kołowrotki, zabawki, żelazka oraz  inne przedmioty codziennego użytku, jak na przykład ciekawy „pachołek” w kształcie chrabąszcza – do ściągania butów. Nie znamy kontekstów części zbiorów, ponieważ darczyńcy najczęściej nie potrafili podać zbyt wielu informacji na ich temat. Ale najważniejsze, że one tu są! Znaczna część naszych etnograficznych zbiorów znajduje się niestety w magazynach. Gdy przeniesiemy naszą działalność do Zamku Krzyżackiego w Świeciu, zapewne część z tych magazynowych skarbów także ujrzy światło dzienne.

      BARDZO INTERESUJĄCE SĄ PREZENTOWANE W IZBIE REGIONALNEJ wielkoformatowe odbitki wykonane techniką szablonu, inspirowane teczką z wzorami haftu kociewskiego, wydaną przez Gdański Oddział Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. To wzory Marii Wespowej oraz Małgorzaty Garnysz, dwóch pań, które niezależnie od siebie w latach 70. XX wieku, na podstawie bardzo niewielu źródeł, m. in. ze starych fotografii, sztandarów, malatur ze skrzyń wiannych – „zrekonstruowały” haft kociewski. Haft, zwany na Kociewiu wyszyciem, funkcjonował już w XVIII w. w formie płaskiej, dziureczkowej oraz białej, jednobarwnej. Z przykładami takiego haftu z końca XIX i początku XX w. możemy zapoznać się w Muzeum Ziemi Kociewskiej w Starogardzie Gdańskim. Jedyny przykład XIX-wiecznego dawnego haftu kociewskiego stanowi czepiec ze zbiorów Muzeum Narodowego w Gdańsku.

      Żeński ubiór kociewski, prezentowany w izbie w Świeciu, był haftowany współcześnie. – Nie nazywamy go strojem ludowym, tylko ubiorem kociewskim, bądź strojem świetlicowym – wyjaśnia Jakub Stelągowski. – To wynik pracy Józefa Gajka, który w latach 1937–1938, jako drugi polski zawodowy etnolog, prowadził badania terenowe na obszarze Pomorza. Strój ludowy na Kociewiu nie istniał wówczas już od kilkudziesięciu lat, ale dzięki badaniom ankietowym dokonano jego pierwszej próby rekonstrukcji. Znany szerzej, prezentowany tu „strój regionalny”, świetlicowy, został opracowany przez J. Gajka w 1968 r. dla Wojewódzkiego Domu Twórczości Ludowej w Gdańsku. Punkt wyjścia badacza stanowiły wcześniejsze rekonstrukcje, opisy i kolorowe akwarele wykonane na jego zlecenie. Z przodu na gorsecie wyraźnie jest widoczny motyw choinki – choć w żadnych dostępnych materiałach nie pojawia się informacja na jej temat, a nowy kolorowy haft kociewski to wzory „odtworzone” przez twórczynie ludowe z Kociewia: Marię Wespową z Morzeszczyna – haft 8-kolorowy i Małgorzatę Garnysz z Pączewa, wyszywającą tylko na szarym płótnie – haft 13-kolorowy. Współczesny haft roślinny charakteryzuje się wzornictwem zaczerpniętym z przyrody – kwiatów, kłosów zbóż, owoców, pąków, łodyg, liści itp.

      IZBA REGIONALANA ISTNIEJE W ŚWIECIU 20 LAT. Organizowane są tu między innymi wystawy, popularyzujące dziedzictwo kulturowe Kociewia. Niezwykle interesująca była choćby wystawa i zajęcia dotyczące etnodizajnu. Prowadziła je m.in. Agnieszka Łukaszewicz – projektantka mody i absolwentka Manchester School of Art, której kolekcja mody była inspirowana wzorami kociewskimi, kociewską przyrodą, modą słowiańską oraz malarstwem wiktoriańskim. – Chcieliśmy przez tę wystawę pokazać, że tradycja jest wciąż żywamówi kierownik izbyże inspiruje, a nawet można nią grać. Stąd na rynku, w handlu, wzory haftów kociewskich m.in. na trampkach, krawatach, meblach czy naczyniach kuchennych. U nas w izbie można kupić pamiątki, np. podkładki pod myszki, świeczki, breloki, magnesy – zdobione motywami kociewskiego haftu. Niektóre wydarzenia w izbie, przygotowywaliśmy we współpracy z instytucjami z terenu województwa pomorskiego, m.in. Muzeum Ziemi Kociewskiej w Starogardzie Gdańskim oraz  Lokalną Organizacją Turystyczną Kociewie z Tczewa.

       TRZEBA PRZYZNAĆ, ŻE TA MALEŃKA ŚWIECKA PLACÓWKA KULTURALANA, czyni bardzo wiele na rzecz upowszechniania kultury ludowej w społeczeństwie, które tworzą w dużej mierze osoby spoza regionu. I przyznać też trzeba, że kociewska kultura ludowa, jest spoiwem to społeczeństwo integrującym! Duża w tym zasługa właśnie edukacji regionalnej, prowadzonej zarówno w szkołach, jak i sukcesywnie od wielu lat w Izbie Regionalnej, gdzie powodzeniem cieszą się imprezy podkreślające tę kociewskość właśnie. – Świętujemy w Izbie Regionalnej Światowy Dzień Kociewia, przypadający 10 lutego, na który przygotowujemy wystawy, także plenerowe – między innymi na świeckim rynku, liczne konkursy i programy inspirowane kociewską sztuką ludową. Cyklicznie organizujemy Dni Kultury Ludowej, a wraz z Towarzystwem Miłośników Ziemi Świeckiej i wieloma innymi współorganizatorami Dzień Bałabuna, czyli Święto Kociewskiego Ziemniaka – jedną ze sztandarowych imprez Towarzystwa. Naszym stałym gościem jest wówczas znany i ceniony zespół folklorystyczny „Świeckie Gzuby”, działający od kilkunastu lat w Szkole Podstawowej nr 7 w Świeciu. mówi Jakub Stelągowski. – Występują wtedy również inne zespoły  folklorystyczne.

      – Organizujemy także zajęcia edukacyjne między innymi z udziałem, pani profesor Marii Pająkowskiej-Kensik, opowiadającej o gwarze kociewskiej, o tradycyjnych potrawach, zwyczajach i obrzędach. W czasie pandemii udostępnialiśmy na naszym fanpage’u inspirowane haftem kociewskim: krzyżówkę, grę polegającą na odnajdywaniu par takich samych kart zabawę, w której należało dopasować opis do ilustracji lub odwrotnie oraz puzzle. Odnotowaliśmy dużo „wejść”. Zachęcam czytelników tego reportażu do odwiedzenia naszej strony internetowej, może zechcą się również  pobawić tymi kolorowymi grami. Zajęcia edukacyjne organizujemy również dla dorosłych, w tym dla pacjentów Wojewódzkiego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych im. dr J. Bednarza, Warsztatu Terapii Zajęciowej w Świeciu, Środowiskowego Domu Samopomocy w Świeciu oraz Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej „Florencja II” w Świeciu. Promowaliśmy również nasz region na targach turystycznych i imprezach kulturalnych w Poznaniu, Gdańsku i Toruniu, wykorzystując kociewski folklor.

       MIŁA BYŁA MOJA WIZYTA w maleńkiej, ale jakże klimatycznej Izbie Regionalnej Ziemi Świeckiej w Świeciu, w której pracują zaledwie dwie osoby: kierownik – Jakub Stelągowski oraz Michał Goliński. Ponieważ obaj panowie są żywo zainteresowani krzewieniem wiedzy o kulturze ludowej regionu, organizują również wyjazdowe sesje regionalne w szkołach i innych placówkach. Dzięki ich pasji, kociewska edukacja w Izbie Regionalnej ma aż tyle ciekawych odsłon! Wyjeżdżam więc ze Świecia zachwycona pracą kolejnych pasjonatów kultury ludowej, z radością odnotowując, że w nazewnictwie, na terenie całego regionu, spotkać można bardzo wiele miejsc, imprez,  produktów i wyrobów rzemieślniczych – określanych epitetem „kociewski”, na przykład kociewski ser, chleb, kiełbasa czy też kociewski rajd rowerowy. – To jest dowód na topodkreśla przybyła właśnie do izby profesor Maria Pająkowska-Kensikże mamy wspaniałą płaszczyznę, która łączy i rdzennych mieszkańców i przybyszów. Ale to właśnie zasługa świadomej edukacji regionalnej, prowadzonej od wielu lat w całym regionie.

      Wraz z profesor Marią Pająkowska-Kensik, prosto z Izby Regionalnej w Świeciu, jedziemy do gminy Jeżewo. Działa tu 11 Kół Gospodyń Wiejskich całkowicie oddanych kociewskiemu dziedzictwu kulturalnemu i kulinarnemu. Do Jeżewa zaprosiła nas Mirosława Gołyska – przewodnicząca KGW w Belnie, kolejna wielka pasjonatka kociewskiej kultury, która wraz z koleżankami przygotowała tradycyjne kociewskie „jeście”, połączone z kociewskimi plachandrami czyli ploteczkami, oczywiście na interesujące nas regionalne tematy. Gościem szczególnym tego spotkania była wybitna badaczka, między innymi gwary kociewskiej, profesor Maria Pająkowska-Kensik. Ale o przepięknym spotkaniu w Jeżewie, opowiem już w innym reportażu.

Krystyna Lewicka-Ritter – Wasza Kujawianka  

      W „Dziełach wszystkich” Oskara Kolberga nie ma wiele materiałów dotyczących Kociewia. Jak pisze we wstępie do 39 tomu „Dzieł wszystkich – Pomorze” Jerzy Kądziołka:  Kolberg nie zdołał zebrać pełniejszego materiału do Pomorza, nie mógł zapewne operować podziałem tego terenu na regiony czy części, jak to np. zastosował w Wielkim Księstwie Poznańskim czy Mazowszu. Chociaż zdawał sobie sprawę z istnienia wielkich i małych grup etnograficznych i lokalnych na Pomorzu — Kaszubów, Kociewiaków, Kosznajdrów, Borowiaków, Lesoców itd., oraz widział jasno podziały administracyjne Pomorza, to grupy te zarysowują się u niego słabo i nie można nimi dzisiaj konsekwentnie operować w obrębie zachowanego materiału…”

* Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust.1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

Izba Dziedzictwa Kulturowego im. ppłk. pilota Jana Zumbacha w Bobrowie

Cykl reportaży realizowany w 2021 roku, w ramach Stypendium Ministra Kultury,  Dziedzictwa Narodowego i Sportu zatytułowany:

Krystyna Lewicka-Ritter „W KUJAWSKO-POMORSKIEM – Z OSKAREM KOLBERGIEM POD RĘKĘ” *

 WSPOMNIENIA… WSPOMNIENIA… WSPOMNIENIA…

      Poszukując śladów ludowego dziedzictwa kulturowego na Ziemi Michałowskiej, trafiam do Bobrowa, w powiecie brodnickim. W miejscowym domu kultury od 2006 roku działa tu Izba Dziedzictwa Kulturowego im. ppłk. pilota Jana Zumbacha. Opiekuje się nią Agnieszka Kowalska wraz z członkami Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Gminy Bobrowo „Aktywna Gmina”. Wizyta pośród pamiątek związanych z życiem i służbą wojskową pilota wsławionego bohaterstwem w Bitwie o Anglię, obudziły piękne wspomnienia, również te związane z regionem, w którym ten dzielny pilot wiele lat mieszkał…

       – Wcześniej – mówi Agnieszka Kowalska – nie wszyscy w Bobrowie wiedzieli, że przed wojną mieszkał w naszej miejscowości tak znamienity człowiek, zasłużony, wybitny pilot walczący w Bitwie o Anglię, jeden z czołowych pilotów legendarnego Dywizjonu 303. Na otwarciu izby w Bobrowie, poświęconej jego pamięci, byli więc także przedstawiciele ambasady angielskiej i szwajcarskiej. Miejsce to chętnie wciąż jest odwiedzane przez turystów oraz dzieci i młodzież z pobliskich szkół, którym opowiadamy o tym wybitnym mieszkańcu naszej ziemi. Przy okazji wszyscy mogą też zwiedzić izbę tradycji, gdzie zgromadziliśmy ciekawą kolekcję etnograficzną, dokumentującą życie mieszkańców Ziemi Michałowskiej na przełomie XIX i XX wieku. Ten niewielki obszar, leżący na granicy trzech regionów etnograficznych: Ziemi Chełmińskiej, Dobrzyńskiej oraz Ziemi Lubawskiej w swym bliskim sąsiedztwie ma również Kaszuby, Mazowsze i Kujawy. Prawdziwy kulturowy tygiel!

W historii Ziemi Michałowskiej jest wiele dokumentów mówiących o dramatycznych losach jego mieszkańców. Wojny, powstania, wieki niewoli i okupacji, także tej hitlerowskiej… Bardzo więc musieli pielęgnować swą polskość ci, co trwali w niej przez wieki niewoli i potomnym pozwolili po 1920 roku cieszyć się powrotem do Macierzy.

      Gdyby sprzęty z przełomu wieku XIX i XX, zgromadzone w izbie pamięci w Bobrowie, umiały mówić… Gdyby… Ale ważne, że tu są! Były używane niegdyś przez mieszkańców Ziemi Michałowskiej w gospodarstwach rolnych i domowych, a także w warsztatach rzemieślniczych – stolarza, szewca, rolnika, rymarza, pracowni szczotek, stelmacha. Lampy naftowe, gazowe i te na spirytus, żelazka na duszę, na węgiel drzewny, pralki i tarki do prania drewniane i metalowe, balie i wanny…

      – Nosidła do wody tzw. szondy pamiętam jak nosiłam przy użyciu takich samych wodę ze studni we wiadrach – wspomina Agnieszka Kowalska podkreślając, że:  –  wszystkie przedmioty zebrane w tej izbie, które się udało zachować i ochronić od zniszczenia, to zasługa mieszkańców powiatu brodnickiego, którzy ofiarowali te sprzęty, gdy w 2006 roku powstawała ta placówka. Każdy przedmiot jest skatalogowany i opisany kto jest darczyńcą.

    LEGENDA JANA ZUMBACHA ORAZ NIEZWYKLE INTERESUJĄCE ZBIORY ETNOGRAFICZNE, zgromadzone w izbie jego imienia, powodują, że budzą się wspomnienia. A że grono moich rozmówców, to pasjonaci folkloru i dziedzictwa kulturowego dawnej wsi, pamiętający jeszcze opowiadania dziadków, żyjących na przełomie XIX i XX wieku – spotkanie w Bobrowie przebiega w rodzinnej, tęsknej,  trochę nostalgicznej atmosferze pełnej cudownych opowieści…

      – Pamiętam z opowiadań moich rodziców obrzęd na zakończenie żniw na Ziemi Michałowskiejmówi Agnieszka Kowalska. – Tak zwane przodownice czyli najlepsze żniwiarki, wykonywały jakąś ozdobę z kłosów i z ziół i wręczały ją właścicielowi gospodarstwa. I wtedy przy tej okazji wszyscy bawili się na biesiadzie zorganizowanej przez tego rolnika czy dziedzica. Bawili się razem wszyscy pospołu. I bogaci i biedni.

      Danuta Rulko, była dyrektorka szkoły w Bobrowie, członkini Stowarzyszenia „Aktywna Gmina”:Ja pamiętam zwyczaj związany z zakończeniem Bożego Ciała, który kultywujemy na Ziemi Michałowskiej do dzisiaj. To wyplatanie malutkich wianuszków z rozchodnika, macierzanki i z różnych ziół oraz drobnych kwiatków. Na zakończenie oktawy Bożego Ciała, w następny czwartek po tym święcie, te wianuszki były i są nadal u nas święcone w kościele, a potem wiesza się je w domu nad świętym obrazem, by odpędzały od domu wszelkie złe moce i zdarzenia.

      Łucja Zielonko dodaje: – U nas na wsi były trzy takie wianuszki. Jeden po poświęceniu wieszało się w domu, a dwa w budynkach gospodarskich, żeby chronić je także od uderzenia pioruna. Od „pioruna” chronić miały też zapalane w oknie domu w czasie burzy – gromnice lub stawiane też w oknie podczas nawałnicy – obrazy Matki Bożej, najczęściej Częstochowskiej. Z mojego domu pamiętam również taki zwyczaj: Po śmierci dziadka, którego zaraz po tym jak umarł, położono na podłodze, Babcia klęczała w przedsionku z gromnicą i czekała tam do chwili aż tata przywiózł księdza, który poświęcił zmarłego.

      – Ze świętem Matki Boskiej Siewnejdodaje Danuta Rulkoprzypadającym w 8 września, wiąże się też inny zwyczaj, który także tu jeszcze pielęgnujemy. Wtedy do kościoła rolnicy na tacy przynosili ziarna różnych zbóż święcone przed siewem, co miało zapewnić dobry urodzaj.

      TAK SOBIE SNUJEMY WSPOMNIENIA W BOBROWSKIEJ IZBIE PAMIĘCI – pełnej regionalnych pamiątek. Gdy poruszamy temat dziedzictwa kulinarnego, również wspomnieniom nie ma końca! Na pytanie o lokalny przysmak, wszyscy zgodnie odpowiadają: – Grzyby pod każdą postacią: suszone, konserwowane w occie i te obgotowane, przechowywane solone w kamiennym garnku oraz zupa grzybowa, zakwaszana kwasem z kapusty i oczywiście czarnina. Ta druga koniecznie z owocami i ziemniaczanymi kluskami, tzw. szarymi.

      – U mnie w domu – dodaje Agnieszka Kowalska – bardzo popularna jest zupa klopsowa, która została zgłoszona także do Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Przysieku, jako potrawa charakterystyczna dla naszego regionu. Podobnie jak zupa rybna, gotowana na drobnych rybkach słodkowodnych, zaprawiana śmietaną z żółtkiem, podawana z lanymi kluseczkami lub makaronem domowej roboty, z dużą ilością kopru. Bardzo popularna na Ziemi Michałowskiej jest też zupa „zagraj”, której bardzo jako dziecko nie lubiłam. Jej skład to woda, ziemniaki i trochę przypraw, wszystko zagotowane. Dodawano do niej również małe zaciereczki z mąki żytniej. Wszystko było zaprawione okrasą ze smażonej słoninki. I gdy się te skraweczki do tego wywaru dodawało, to zupa… zaskwierczała czyli… zagrała! Stąd jej nazwa „zagraj”. 

      A JAK DAWNIEJ NA WSI BWIŁY SIĘ DZIECI? Danuta Rulko dobrze pamięta te dzieci, które z radością toczyły po podwórku metalową felgę od roweru. – Trzeba było biegając utrzymać ją w ruchu przy pomocy kijka lub wygiętego drutu tak, by się nie przewróciła. – Ależ to była frajda!mówi.

     Wspominamy też zabawy „w chowanego”, „w ganianego”, „berka”, w „dwa ognie”, „w palanta”, „w gumę”, „ gra w klasy” lub „w noża” – kiedy należało „ z noska, z bródki, z uszu” nożykiem tak ciskać w ziemię, by utknął pionowo. A jeszcze domowe zabawy „ w ciu-ciu-babkę”, „w dupniaka”, „w państwa – miasta”, gdy na podaną literkę, każdy musiał podać jak najwięcej państw i miast na nią się zaczynających, czasami też imion. W nieśmiertelnego „chińczyka”, „starego niedźwiedzia, mocno śpiącego”. – Zimą chodziło się na zamarznięty staw wspomina Agnieszka Kowalska. – Nikt wtedy nie miał łyżew, ale do małych deseczek od spodu przybijano drut i paseczek ze skóry, umożliwiający przywiązane deseczek do butów i na tym się jeździło niczym na łyżwach.

      PRZYCHODZI TEŻ PORA NA ZAPREZENTOWANIE REGIONALNEGO STROJU LUDOWEGO. Obecni na spotkaniu Janusz i Łucja Zielonko, przedstawiciele zespołu „Złoty Krąg” kierowanego przez Ewę Kulkę, przybyli na spotkanie do izby pamięci w zrekonstruowanych strojach ludowych Ziemi Michałowskiej Udało się je odtworzyć w porozumieniu z Muzeum Etnograficznym w Toruniu, we współpracy z kustosz Kingą Turską-Skowronek. Z radością odnotowuję, że zespoły „Wesołe Kumoszki” ze Zbiczna i „Złoty Krąg” z Bobrowa występują w takich właśnie strojach.

      – Nie mamy niestety na Ziemi Michałowskiej tradycyjnego haftu, może dlatego, że w naszym stroju ludowym hafty nie występująmówi Łucja Zielonko z zespołu „Złoty Krąg”. – Osoby haftujące w naszym regionie haftują czasami krzyżykami, czasami haftują wykorzystując w swej pracy motywy kaszubskie lub kujawskiedodaje Danuta Rulko. – Ot, jak to w kulturowym tyglu bywa!

      Agnieszka Kowalska wspomina więc jeszcze germańskie naleciałości gwarowe, które również pamięta z dzieciństwa: keta – łańcuch; topek – nocnik; szymel – ławeczka do siadania; szlaban – łóżko, przypominające składaną „amerykankę”, którą na noc rozsuwano i wówczas była miejscem do spania, w dzień zsunięta – służyło jako stół. W naszej bibliotece znajduje się książka Piotra Grążawskiego z Brodnicy zatytułowana „Gwara Ziemi Michałowskiej”. Jak możemy, tak staramy się ochraniać dziedzictwo kulturowe naszego regionu. W gminie Bobrowo we wsi Kruszyny Szlacheckie, nad jeziorem Popek znajduje się tzw. „Gród Foluszek”, prowadzony przez Towarzystwo Rycerskie. Tam są organizowane między innymi plenery rzeźbiarskie, dzięki czemu mamy w całej gminie piękne duże rzeźby figuralne podkreślające nasz związek z regionem i jego historią. Przed domem kultury w Bobrowie stoją rzeźby legendarnej pary Jakuba i Anieli. Legenda głosi, że to oni przed wiekami założyli tę miejscowość, karczując przy pomocy bobrów duży leśny teren nad jeziorem Oleczno, i utworzyli tu osadę, zwaną do dzisiaj Bobrowem…

      Legendy, wspomnienia, wierzenia… Gdyby je zapisywano, chroniono w rodzinach, we wsiach i miastach ile więcej pięknych chwil z przeszłości udałoby się ocalić od zapomnienia. Wdzięczna więc jestem moim rozmówcom za te michałowskie opowieści tak wspaniale brzmiące w etnograficznej izbie pamięci imienia legendarnego lotnika. Wiele z nich przetrwa dzięki pasjonatom z Bobrowa, chroniącym pamięć zarówno o ludowej tradycji polskiej wsi, jak i jej wspaniałych kartach nierozerwalnie związanych z wielką historią świata. Gdy te dwie ścieżki zbiegają się w jedną piękną drogę, tworzą historię, którą z jeszcze większą dumą poniosą przyszłe pokolenia, nie tylko na Ziemi Michałowskiej…

      Dlatego póki jeszcze żyją świadkowie historii waszej rodziny, waszej wsi, waszego regionu zapiszcie opowieści o ich życiu. Oni tak szybko odchodzą, pozostawiając luki także w tej „dużej” historii świata… Po ich odejściu, jeszcze przez jakiś czas będzie je można wypełnić… wspomnieniami o nich. Jeśli możemy… ochrońmy choćby te od zapomnienia…

Krystyna Lewicka-Ritter – Wasza Kujawianka

      Jan Zumbach (1915-1986), mimo swego barwnego, „międzynarodowego” życia czuł się i z tą ziemią związany. Po wojnie chciał odkupić od władz polskich dwór rodzinny. Ten, niestety kilka lat temu rozebrano. Ostatni raz odwiedził Bobrowo w 1978 roku. Spotkał się wówczas z dawnymi pracownikami majątku rodziców, który jego ojciec Eugeniusz kupił w Bobrowie w roku 1921. Mały Jaś miał wtedy 6 lat i mieszkał w Bobrowie z rodzicami i czworgiem rodzeństwa prawdopodobnie do roku 1934, kiedy rozpoczął służbę wojskową.  

      Inspirując Czytelników do dokumentowania wspomnień żyjących świadków historii, pod tym artykułem cytuję fragmenty publikacji „brodnickiego Kolberga” – Piotra Grążawskiego, który między innymi również spisał wiele opowieści swoich najbliższych:   

        „Podobnie dziwne miejsce w szeregu zajmuje przyimek „ot” (prawie równy znanemu „od”, tyle, że jak się zaraz przekonamy pełni nieco inne funkcje). Do dziś powszechne wykorzystuje się go w konstrukcjach typu: „to je chłopak ot Grunżawskich” (syn Grążawskich); „patrun ot naszy nowy kaplicy” (patron naszej nowej kaplicy). To ostanie zdanie usłyszałem od jednego z moich rozmówców, podczas sąsiedzkiej pogawędki dotyczącej budowy kościoła na brodnickim osiedlu Grażyny. Tu nie ma wątpliwości co do tego, iż mamy do czynienia z kalką składni niemieckiej (die Tochter von Kowalski – czyli dosłownie – córka od Kowalskich).

    Przyimek „za” oprócz swojej „normalnej” roli (za biurkiem, za domem, jeden za drugim), jest używany w zwrotach typu: „poszed szukać za pracu” (poszedł szukać pracy), „stoi za rybu” (czeka w kolejce po ryby), „poszed stoić za chlebym” – stać w kolejce po chleb (a to samo w języku niemieckim – sie, ist nach Brot gestanden).”

Piotr Grążawski artykuł: „Osobliwości naszej gwary” – w zasobach autora

    „Przed wielu laty, w miejscowości o niepokojącej nazwie Strzygi (powiat brodnicki, 16 km od miasta) miałem możliwość odbycia długiej rozmowy z pewną starszą panią Ś., którą uważano za dziwaczkę, a jednak szanowano we wsi ze względu na jej oczytanie, piękną polszczyznę, i znajomość obyczaju (stugębna plotka głosiła, iż przed wojną była dziedziczką sporej fortuny, zarekwirowanej przez „władzę ludową”). Otóż ta pani, z całym spokojem opowiadała, że wiele razy widziała śmierć krążącą po okolicy! Przy czym nie miała tu na myśli jakichś przenośni, ona widziała ją jako materialną (nie tam jakieś mgiełki!) personę! Białą, chudą zjawę sunącą środkiem drogi, zaglądającą w okna domostw… Zawsze po takim „objawieniu” ktoś we wsi umierał, albo w najlepszym wypadku zapadał w ciężką chorobę, nieuchronnie prowadzącą do zgonu.”

Piotr Grążawski artykuł: „Oznaki zbliżającej się śmierci” – w zasobach autora

* Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust.1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

Muzeum w Brodnicy

Cykl reportaży realizowany w 2021 roku, w ramach Stypendium Ministra Kultury,  Dziedzictwa Narodowego i Sportu zatytułowany:

Krystyna Lewicka-Ritter „W KUJAWSKO-POMORSKIEM – Z OSKAREM KOLBERGIEM POD RĘKĘ” *

NA ZIEMI MICHAŁOWSKIEJ ETNOGRAFICZNIE I… EKOLOGICZNIE!

   Muzeum w Brodnicy to placówka posiadająca swoje oddziały w XIV-wiecznym Zamku Krzyżackim, w  Bramie Chełmińskiej oraz renesansowym spichlerzu z XVII wieku. Prezentowane są tu zarówno zbiory archeologiczne jak i historyczne. Nie ma jednak w muzeum działu stricte etnograficznego ani pracującego na etacie etnografa. Ale jest coś bardzo, bardzo wyjątkowego, co odnotowuję jako wyjątkową atrakcję pośród muzealnych ofert edukacyjnych! Oto bowiem zbiory etnograficzne, których w całym brodnickim muzeum jest raptem kilkadziesiąt, wykorzystano do zorganizowania w Spichlerzu ciekawych wystaw edukacyjnych w utworzonym w strukturze muzeum – Centrum Edukacji Ekologicznej! Wspaniale pomyślano tu jak w służbie dla przyszłości – wykorzystać relikty przeszłości!   

   Bartosz Markuszewski, opiekun zbiorów historycznych: – Jesteśmy młodym, muzeum, powstałym w latach 70. XX wieku, gromadzącym przede wszystkim zbiory dokumentujące dziedzictwo historyczne Brodnicy. Posiadamy jednak również kilkadziesiąt obiektów charakterystycznych dla  okolicznych obszarów wiejskich, gdzie życie codzienne toczyło się wokół rzek, jezior i lasów, którymi Ziemia Michałowska słynie. Generalnie więc ludność wiejska trudniła się zbieractwem, łowiectwem i pozyskiwaniem drewna w lesie, a co za tym idzie również nie zawsze legalną działalnością w tym zakresie. Nie brak więc w naszych zbiorach dowodów na kłusowniczą aktywność mieszkańców regionu. Posiadamy eksponaty etnograficzne związane z taką właśnie działalnością mieszkańców Ziemi Michałowskiej, a mówiąc szerzej z terenów Pojezierza Brodnickiego. Są więc wnyki, potrzaski, „żaki” na raki oraz ości rybackie – dziś już postrzegane jako narzędzia kłusownicze. Z tych nowszych – są agregaty prądowe do „dzikich” połowów ryb, polegające na ich masowym ogłuszaniu. Jest również grzebień, przy pomocy którego zbierano jagody, niszcząc niestety przy okazji krzewy jagodowe.

   WŚRÓD MUZEALNYCH PAMIĄTEK są również narzędzia używane przez przedstawicieli dawnych zawodów, które wykonywali mieszkańcy Ziemi Michałowskiej na przestrzeni wieku XIX i XX. Wszystkie te muzealne obiekty posłużyły między innymi do stworzenia dwóch wspaniałych stałych wystaw ekologiczno-etnograficznych. Jedna z nich pokazuje piękny świat, również podwodny, takim jakim by on był, gdyby go człowiek nie niszczył. Druga jest obrazem ludzkiego „barbarzyństwa” wobec przyrody, w której niewłaściwe działania człowieka, także kłusownicze, doprowadziły do zniszczeń naturalnego środowiska, m.in. zanikania niektórych gatunków zwierząt i roślin – choćby jesiotra, który wiele lat temu występował w ichtiofaunie Drwęcy, płynącej również przez Ziemię Michałowską. I właśnie te, jakże przemawiające do ludzkiej wyobraźni dwie ekspozycje, pracownicy Centrum Edukacji Ekologicznej wykorzystują do prowadzenia (BEZPŁATNYCH!) lekcji dla dzieci i młodzieży z miasta i okolic oraz grup turystycznych. Lekcji przestrzegających przed niezgodną z naturą, zachłanną i grabieżczą działalnością człowieka niszczącego środowisko naturalne! To wspaniała, po prostu fantastyczna inicjatywa, jakże szlachetnie wykorzystująca do edukacji ekologicznej etnograficzne skarby muzealne! Brawa dla jej twórców i pomysłodawców!

   Przy okazji tych ekologicznych szkoleń, pokazuje się również bogate dziedzictwo przyrodnicze regionu. Jest też możliwość opowiedzieć uczniom o dawnych zajęciach, którymi parali się ich praprzodkowie zamieszkujący nie tylko Ziemię Michałowską, ale i ościenne regiony leżące w obrębie Pojezierza Brodnickiego. Rolnik, drwal, myśliwy, leśnik, rybak, pszczelarz, zbieracz runa leśnego – to wiodące zajęcia mieszkańców tych terenów. Stąd też wśród tradycyjnych potraw regionu królują ryby, grzyby i dziczyzna, kiedyś również raki, które niestety wyginęły. Zachęcam choćby do wirtualnego zwiedzania tej niewielkiej, ale  arcyciekawej wystawy pod linkiem: https://newmediavr.com/mwbs/?fbclid=IwAR2ZpUVRfsB-Zzy8-7jjcPKFxJtaKwWM5_XpjRnYHHxbm0L5mK8hwzFTUsk

      W HISTORII ZIEMI MICHAŁOWSKIEJ piętnem na kulturze, także tej ludowej, odcisnęły się wieki obecności na tych ziemiach Krzyżaków, później lata zaboru pruskiego i hitlerowskiej okupacji. Nie ma zbyt wielu przekazów o kultywowaniu obrzędów i zwyczajów charakterystycznych dla rdzennych mieszkańców tych ziem, mieszających się w czasach historycznych zawieruch z ludnością napływową. Sporo więc jest tu, choćby w gwarze, naleciałości niemieckich. Do dzisiaj słychać czasami w mieście i okolicach Brodnicy, jak mówi się waserwaga czyli poziomnica, śranki czyli narożne szafki (niem. schrank) na naczynia kuchenne. Bardzo brodnickie, ba michałowskie, jest wtrącenie „jo” lub „ale” i „bez” (przez). W artykule Piotra Grążawskiego zatytułowanym „Osobliwości naszej gwary” czytamy: „Ty to ale wyglądasz!(…) Ten to się ale stara o swoją pracę!(…) …pamiętam gdy, podczas wesołego biwaku nad jeziorem Zbiczno, pewien miejscowy autochton podchmieliwszy sobie nieco, zaśpiewał zgromadzonym piosenkę z dość frywolnym refrenem: „Bez czerwony kwas/ bez ten ciemny las,/ bez ten jeden ruch,/ Ma tera Kasia fest brzuch!„

      Ziemia Michałowska to maleńki region etnograficzny, zajmujący niewielki teren wokół Brodnicy, niemal „wciśnięty” pomiędzy Ziemię Lubawską, Chełmińską i Dobrzyńską. W jej kulturze, poza gwarowymi germanizmami, znaleźć można również ślady i sąsiedzkich, regionalnych wpływów. – Wiadomo na przykład, że z Brodnicy szły pielgrzymki do Sanktuarium Matki Bożej Skępskiejkontynuuje Bartosz Markuszewski. – Stąd zapewne w zbiorach Muzeum w Brodnicy, pozyskana z Ziemi Michałowskiej, z okolic Łaszewa, przydrożna figurka Skępskiej Madonny, czczonej przede wszystkim przez Dobrzyniaków i Kujawiaków. Biegnąca przez Brodnicę żeglowna rzeka Drwęca, pozwalała na te tereny dopłynąć i osiedlać się również przybyszom z innych stron kraju. Mówimy zatem o Ziemi Michałowskiej jako o tyglu kulturowym. Święta Bożego Narodzenia świętuje się u nas z Gwiazdorem, a Mikołaj przychodzi do dzieci ze słodyczami 6 grudnia, podobnie jak u protestantów. Zapewne więc również niemieckim przybyszom zawdzięczamy zwyczaj odwiedzania domostw przez kolorowe korowody „kolędników” już w okresie adwentu

        – W naszej muzealnej bibliotece posiadamy również książki opisujące sceny z codziennego życia mieszkańców miasta i okolic – dodaje Bartosz Markuszewski. – To między innymi: Praca zbiorowa wydana w 1998 przez Radę Miejską w Brodnicy oraz Towarzystwo Miłośników Ziemi Michałowskiej pod redakcją Jerzego Dygdały pt. „Brodnica: Siedem wieków miasta” czy „Brodnica między r. 1819 a 1863 według opowiadania żyjącego jeszcze świadka” autorstwa Antoniego Chudzińskiego. O gwarze Ziemi Michałowskiej pisze Stefan Bilski w książce „Z kultury ludowej regionu brodnickiego” wydanej 1989 przez Toruńskie Towarzystwo Kultury.

   WSPÓŁCZESNYM KRONIKARZEM TEJ NIEGDYSIEJSZEJ, ALE I OBECNEJ KULTURY REGIONU, JEST M.IN. PIOTR GRĄŻAWSKI, BRODNICKI PUBLICYSTA I BADACZ KULTURY ZIEMI MICHAŁOWSKIEJ, drukujący swoje artykuły w miejscowych gazetach i czasopismach – „Czas Brodnicy” czy Ziemia Michałowska”. Już same tytuły jego publikacji mówią o ciekawym materiale opisującym życie codzienne mieszkańców tego niewielkiego, ale ciekawego regionu. Wymieńmy choćby kilka tytułów jego artykułów: „Jak dawniej na Ziemi Michałowskiej dzieci zabawiali”, „Oznaki zbliżającej się śmierci”, Składnia naszej gwary”, „Wóz pełen gwary”, „Za miastem ino wioska”, „Zwyczaje wielkanocne – palmy”, „Rychtujta się, bo swaty ido!”. Co ciekawsze, autor, opisał wiele sytuacji, na podstawie wywiadów i rozmów z żyjącymi świadkami życia codziennego na Ziemi Michałowskiej. Niektóre historie, to historie z jego własnego życia! Opowiada Piotr Grążawski w swoich artykułach m.in. o zwyczajach, wierzeniach, przesądach, o których osobiście słyszał w dzieciństwie, przypadającym na 2. połowę XX wieku. Spisał również legendy i opowiadania michałowskie, które gdy był dzieckiem opowiadali mu jego dziadkowie.

     CZEGO MOŻNA DOWIEDZIEĆ SIĘ CZYTAJĄC ARTYKUŁY PIORTA GRĄŻAWSKIEGO? Wielu bardzo ciekawych rzeczy związanych z obrzędowością i zwyczajami panującymi na tych terenach. Między innymi tego, że jednym z ludowych wierzeń była na Ziemi Michałowskiej wiara w strzygi – upiory nocne wysysające krew, mająca korzenie w Słowiańszczyźnie. Jest nawet koło Brodnicy miejscowość Strzygi, niejako upamiętniająca wiarę w te demony na tych terenach. Dowiedzieć się można z tych artykułów również tego, że kondukt żałobny podążający z trumną na wozie konnym, nie powinien zatrzymać się przed żadnym domostwem po drodze, bo… to wróżyło rychłą śmierć, któremuś z domowników z tej chałupy.

     Wśród dobrych wierzeń znajdujemy i te, że rolnicy Ziemi Michałowskiej, do ziarna siewnego na wiosnę dodawali pokruszone, zeschnięte gałązki palmy wielkanocnej, co miało zapewnić dobry urodzaj. Inne znów przesądy opisywane przez P. Grążawskiego dotyczyły kobiet ciężarnych, którym nie radzono wzniecać, ani nawet patrzeć w ogień, bo dziecko mogłoby mieć „ogniową” skazę na skórze. Nie radzono tez ciężarnym spoglądać przez wąskie szpary w deskach, ani dziurki od klucza, bo potomek mógłby się urodzić z zezem. Nie radzono też przyszłym matkom zakładać sznurów korali na szyję ani przechodzić pod dyszlem wozu konnego, bo przy porodzie dziecko mogłoby być okręcone pępowiną.

   Niezwykle ciekawe są też artykuły poświęcone gwarze Ziemi Michałowskiej. Wiele z tych słów i zwrotów również Piotr Grążawski, pamięta jako dziecko. Mają więc jego publikacje wartość dokumentalną! W artykule „Wóz pełen gwary” czytamy: „Dla właścicieli zaprzęgów funkcjonowało w mieście całe, dobrze zorganizowane zaplecze usługowe: warsztaty rymarskie, stolarskie, oraz rzecz jasna kuźnie. Jedną z nich, usytuowaną przy ul. 18 stycznia pamiętam doskonale, bo właśnie tam dziadek podkuwał swoje konie. Było to fascynujące miejsce, emanujące siłą, tryskające iskrami, buchające ciepłem, zazwyczaj pełne mężczyzn ćmiących grube papierosy, żywo rozprawiających o żelaznych ryfach, szynalach, szpernalach, tradynkach, dinksach, werkowaniu lub o wyższości kucia nad szwejsowaniem… Takie tam pomorskie klepanie ale jedyne w swoim rodzaju…” I są to tylko nieliczne przykłady ciekawych informacji o kulturze regionu, spisane przez Piotra Grążawskiego, miłośnika swojej Małej Ojczyzny. 

   WIDAĆ, ŻE MIMO BARDZO TRUDNEJ HISTORII REGIONU, MIESZKAŃCY ZIEMI MICHAŁOWSKIEJ STARAJĄ SIĘ PIELĘGNOWAĆ OCALAŁE TRADYCJE. Dlatego, gdy Muzeum w Brodnicy organizuje okolicznościowe imprezy, współpracuje również z zespołem ludowym „Wesołe Kumoszki” ze Zbiczna, który występuje w rekonstruowanych strojach ludowych Ziemi Michałowskiej i śpiewa także pieśni ludowe. Zapraszany jest wtedy także rzeźbiarz ludowy ze Zbiczna – Ryszard Wojtkiewicz, rzeźbiący m.in. figury świętych, Chrystusa Frasobliwego. – Podczas imprez na Zamku Krzyżackim, czy przy Baszcie, a także na zajęciach edukacyjnych w muzeummówi Bartosz Markuszewskirównież staramy się przekazywać jak najwięcej informacji o dawnym rzemiośle i zawodach mieszkańców naszego regionu. Odbywają się więc u nas  między innymi warsztaty tkackie, garncarskie…

     Bogaty zbiór zabytkowych narzędzi używanych przez niegdysiejszych przedstawicieli różnych zawodów, znaleźć można również w Bobrowie, pow. Brodnica, gdzie członkowie Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Gminy Bobrowo – „Aktywa Gmina” stworzyli niezwykle ciekawą Izbę Pamięci im. ppłk. pilota Jana Zumbacha. Krótką historię tego legendarnego pilota z dywizjonu 303 także poznamy w kolejnym odcinku podróży z Oskarem Kolbergiem pod rękę. Spotkamy się tam również z zespołem „Złoty Krąg”, starającym się nawiązywać w swej działalności do kulturowego dziedzictwa Ziemi Michałowskiej…

Krystyna Lewicka-Ritter – Wasza Kujawianka

      Oskar Kolberg wspomina Brodnicę przytaczając wspomnienia powstańcze:Obrazek z powstania, Brodnica. Było to w mławskim powiecie, tak na wprost naszego miasta Brodnicy. Liczne się wtenczas w tych stronach uwijały oddziały powstańcze. Bywało różnie — zwyczajnie, jak to na wojaczce: raz Polacy przetrzepali Moskali, że im się jeszcze nieboszczyk car Mikołaj przypomniał, to znowu i Moskalom powiodła się sztuka, dość przecież, że powstanie było sobie powstaniem, a Moskali coraz większy strach pobierał, kiedy o kosie posłyszeli. Przy jednym takim oddziale był wiarus tęgi, nazywany z figli przez wszystkich „Skowronkiem”, a to dlatego, że zawsze sobie pośpiewywał, pogwizdywał i z rana najpierw z tą gwizdką bywał na nogach. Był to sobie prosty parobczak pono z którejś wsi niedaleko Chełmna, ale chłopak dorodny, śmiały, sprytny i zwinny, a przebiegły. Naczelnik oddziału do wszystkich posyłek go używał już to dla tej sprytności i śmiałości, już też dlatego, że od kilku lat sługiwał w mławskim powiecie i znał każdą ścieżkę, rów i prześpieg każdy. Sto razy przemykał on się pomiędzy Moskalami, wyłapywał im żołnierzy cichaczem z posterunków, to znowu między Moskwą się uwijał, za babę z mlekiem lub kapustą kwaszoną przebrany albo niby to jako chłop wiozący drzewo, słomę lub coś podobnego. Moskale dowiedzieli się o wszystkim i bali go się niemało, szukali go, a często jego samego przepytywali, czy co o Skowronku nie słyszał.(…)”

Oskar Kolberg „Dzieła wszystkie – Pomorze” tom 39.

* Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust.1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

W TROSCE O ETNOGRAFICZNĄ WIARYGODNOŚĆ

Cykl reportaży realizowany w 2021 roku, w ramach Stypendium Ministra Kultury,  Dziedzictwa Narodowego i Sportu zatytułowany:

Krystyna Lewicka-Ritter „W KUJAWSKO-POMORSKIEM – Z OSKAREM KOLBERGIEM POD RĘKĘ” *

SZTUKA LUDOWEGO KRAWIECTWA

      Mnogość imprez mających w nazwie „folklorystyczne”,  „regionalne” czy „ludowe”, pozwalałaby przypuszczać, że Polska to eldorado odradzających się tradycji ludowych. Nie brak też jarmarków, festynów, kiermaszów i festiwali pieśni ludowych, na których występują zespoły muzyczne i śpiewacze z repertuarem… biesiadnym i w kolorowych strojach też tak jak śpiewane pieśni – nazywanych ludowymi. Czy jednak takimi są? Kto czuwa nad ich wiarygodnością etnograficzną? Pytanie pozostawię bez odpowiedzi, choć powszechnie wiadomo, że panująca w tym względzie dowolność jest… nagminna.  

      Popatrzmy jednak na problem i drugiej strony. Jeśli chcemy doprowadzić do szerszego zainteresowania regionalnym dziedzictwem kulturowym, zamiast ganić występujących w tzw. strojach świetlicowych, stylizowanych na ludowe, śpiewających pieśni czasami daleko od ludowych odbiegające, propagujmy przede wszystkim właściwe wzorce etnograficzne. Tymi najczęściej dysponują muzea. Znajdują się tam zbiory pozwalające na skorzystanie z tej bogatej i rzetelnej bazy informacyjnej.

      – I zespoły zgłaszają się po taką pomoc do nas mówi kustosz Dorota Kalinowska z Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej we Włocławku. – My również chętnie taką pomocą służymy. Jeśli zespół przyjeżdża z krawcową, omawiamy jak należy szyć strój ludowy, jakie mają być hafty. Właśnie wydaliśmy książkę mojego autorstwa pod tytułem „Haft kujawski wczoraj i dziś” i można u nas z niej korzystać. Są tam motywy, wzory, ściegi.

      DOSTĘP DO MUZEALNEJ BAZY AUTENTYCZNYCH STROJÓW LUDOWYCH  nie czyni jeszcze problemu rozwiązanym. To dopiero… początek góry lodowej! Góry, która w ostatnich latach stała się jeszcze wyższa i trudniej dostępna, ponieważ…

      – Jeszcze kilka lat temu dla twórców ludowych i rękodzielników sprzedających swoje wyroby, podatek VAT wynosił 8 procent, teraz 23 procent  – mówi Jarosław Wygnański, właściciel firmy szyjącej stroje ludowe.- Żeby jednak prawo do tego 8-procentowego VAT – u dostać, w przypadku pracowni krawieckich musieliśmy spełnić ważny obowiązek. Mianowicie – uszyte przez nas stroje oceniała Krajowa Komisja Artystyczna  i Etnograficzna „CEPELIA” . Jeśli strój był wykonany według muzealnych zaleceń, między innymi z ręcznymi haftami zgodnymi z etnograficznymi wymogami, wtedy krawcy przy jego sprzedaży płacili tylko 8 procent podatku VAT. Ale taki strój musiał być również szyty z naturalnych materiałów czyli: sukna wełnianego, cienkiej wełny na spódnice, płótna bawełnianego lub ręcznie tkanych pasiaków.

      – Teraz nikt już nie ocenia pracy krawców pod względem etnograficznej wiarygodności, a obowiązujący 23-procentowy VAT już zbiera swoje żniwo – kontynuuje Jarosław Wygnański. – Bywa bowiem, że firmy szyją stroje z komputerowymi maszynowymi haftami, i z takich materiałów, by stać je było na… zapłatę tego większego podatku. Na ręczne wyroby hafciarskie, również kilka lat temu nałożono 23 procent VAT-u. Efekt? Krawców nie stać na ich coraz droższe rękodzieła. Podobnie rzecz się ma z firmami produkującymi dla nas tkaniny. Jak długo jeszcze wytrzymają na rynku, płacąc wyższy niż jeszcze kilka lat temu VAT? Nie wiadomo. Spośród firm tkających ręcznie na krosnach pasiaki na spódnice m.in. do stroju łowickiego, sieradzkiego, piotrkowskiego, kurpiowskiego, łęczyckiego – z większych został już tylko warsztat w Opocznie i w Zdunach koło Łowicza. Dlaczego, bo coraz mniej osób szyjących stroje ludowe stać na zakup coraz droższych tkanin naturalnych. Ręczna technika tkania nie jest zbyt wydajna i pozwala jednemu pracownikowi na wyprodukowanie zaledwie… ok. 3 metrów materiału dziennie. A na spódnicę łowicką potrzeba około 3,5 metra, gdzie metr takiego dzieła, tak dzieła, kosztuje ponad 200 złotych!

      Dorota Kalinowska, kustosz w Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej we Włocławku: Kiedy jesteśmy zapraszani do jury lub komisji oceniającej na przykład występy zespołów na festiwalach pieśni ludowej, wtedy zwracamy uwagę również na stroje ludowe. W zależności od tego czy oceniamy etnograficzną wartość strojów dziecięcych, młodzieżowych czy osób dorosłych, stosownie do tego –  zgłaszamy nasze uwagi. Ale nie zawsze poprawiane są błędy, na które wskazujemy. Dlatego między innymi, że zespoły nie mają pieniędzy na to, by kupić choćby drogie naturalne materiały czy zlecić haftowanie kryz, fartuchów i halek osobom znającym tradycyjne wzory haftu. Przy tej jednak bardzo bogatej ofercie tkanin na rynku, można znaleźć tkaniny, nawiązujące choćby do kolorystyki stroju. Choć będzie to już tylko stylizacja stroju na ludowy. A jakie błędy najczęściej popełniają osoby występujące w strojach tak zwanych ludowych? Takim powszechnym błędem jest brak nakrycia głowy u mężatek, spódnice i fartuchy w niewłaściwych długościach i kolorach, a hafty i ich motywy nie zawsze są zgodne z miejscową tradycją. 

      ODWIEDZAM JEDNĄ Z KRAWIECKICH PRACOWNI W CHEŁMNIE, gdzie szyje się stroje ludowe. A tam… kolorowy zawrót głowy. Mistrz krawiecki, Zbigniew Gałecki z pięćdziesięcioletnim doświadczeniem zawodowym, od 17 lat szyje również stroje ludowe z różnych regionów… Polski i świata. Zna ich wszystkie tajniki! – Najtrudniejszy jest chyba do szycia strój nowosądecki –  mówi Zbigniew Gałecki – bo tam do męskiego fraka trzeba przyszyć około 600, a jak wyższy mężczyzna, to nawet 700 guzików! Każdy z malutkim, czerwonym pomponikiem! Do tego w tym stroju są bardzo zdobne hafty. I jest ich dużo. Po tylu latach pracy już znamy wzory haftów jakie obowiązują w każdym stroju. Jeśli nie – poszukujemy ich w muzeach, odwzorowując zarówno kroje jak i hafty zgodnie z zaleceniami muzealnych kustoszy.

      Podobną wiedzę krawca-etnografa ma również szyjąca w tej pracowni ludowe stroje Bożena Bruska.Trzeba wiedzieć – dodaje – jak wszywać lamówki, kedry, jakim ściegiem zdobić na przykład kujawską jakę. Generalnie szycie strojów ludowych, to żmudna i trudna praca, wymagająca cierpliwości, dokładności, uwagi. Praca raczej mało opłacalna. Gdybyśmy nie kochali tego co robimy, to pewnie już byśmy z tego zrezygnowali.

      ZDANIEM OSÓB SZYJĄCYCH STROJE LUDOWE źle się stało, że tę dziedzinę sztuki krawieckiej podporządkowano powszechnym regułom gospodarczym, wprowadzając 23 procentowy podatek VAT także dla ”etnograficznych” pracowni krawieckich. Teraz po prostu wszyscy szyją stroje, korzystając z różnych, nie zawsze wiarygodnych źródeł. I nikt ich pracy nie ocenia pod względem etnograficznej wiarygodności.

       – Szkoda też naszej wiedzymówi Jarosław Wygnańskiktórą zdobywaliśmy przez długi czas. W moim przypadku jest to 30-lat doświadczenia i współpracy z wieloma muzealnikami w kraju, ale też na świecie. Żeby zasłużyć na certyfikat wystawiany co dwa lata przez wspomnianą wyżej komisję artystyczną, sami poszukiwaliśmy wiedzy jak szyć prawdziwe stroje ludowe. To były wyjazdy do muzeów, liczne konsultacje z etnografami, trwające zresztą do dzisiaj. Bardzo dobrze wspominam współpracę z toruńskim Muzeum Etnograficznym, gdzie dużą pomocą służyła mi zawsze  kustosz Kinga Turska-Skowronek. Bardzo pomocna w mojej pracy była również autorka wielu książek opisujących polskie stroje ludowe Elżbieta Piskorz-Branekova z Warszawy. Przez te kontakty, i nie tylko, dokształcaliśmy się w dziedzinie etnografii. Taka pozytywna opinia Krajowej Komisji Artystycznej, uprawniająca nas w efekcie do płacenia mniejszego, 8-procentowego VAT-u, skutkowała bowiem tym, że sami stawaliśmy się „etnografami” w zakresie szycia strojów ludowych. Dzisiaj za szycie strojów, często tylko z nazwy ludowych, biorą się wszyscy, nawet ci nie mający żadnej wiedzy na ten temat.

      Przeglądam zdjęcia z wielu imprez, na których widnieją kolorowe wizerunki zespołów śpiewaczych i folklorystycznych. Są przepiękne! Znam również atmosferę tych naprawdę wspaniałych spotkań i fantastyczne zaangażowanie wielu osób organizujących te imprezy. Gdyby ich nie było… o folklorze, sztuce ludowej i kulturze regionów etnograficznych mówiłoby się o wiele mniej… może nawet w ogóle. Mniej też byłoby tych, którzy jako goście i widzowie doświadczyli uroków spotkania z folklorem, spotkania inspirującego być może, do pogłębiania wiedzy o swojej Małej Ojczyźnie.

      Wskazując na problem wiarygodności regionalnej nie tylko strojów ludowych, ale może również repertuaru muzycznego wielu zespołów, nie chciałabym jednak… „wylać dziecka z kąpielą”. Przecież festiwale, jarmarki, kiermasze, festyny, nawet te „ludowe i regionalne”, nigdy nie staną się imprezami w pełni zgodnymi z etnograficzną, muzealno-historyczną poprawnością. I tolerancja – w dozwolonym zakresie – jest tu konieczna.  Dlatego z pełnym szacunkiem odnoszę się do wszystkich popularyzujących piękną kulturę ludową, zachęcając może tylko częściej do kontaktów z muzeami województwa kujawsko-pomorskiego. To tam jest skarbnica etnograficznej wiedzy, po którą każdy może sięgnąć. Bardzo mnie też cieszy, że dzięki mojemu ministerialnemu stypendium, mogę podać dobre adresy i wskazać osoby oddane etnograficznej pasji i posiadające w tym zakresie wspaniałą wiedzę, z którą zapewne chętnie podzielą się z każdym jej poszukującym.

 Krystyna Lewicka-Ritter – Wasza Kujawianka

„Ubiór dawniejszy chłopów na Dobrzyniu, Chełmińszczyźnie, Ziemi Michałowskiej.

      Kobiety mężatki nosiły w święta duże czapki jedwabne z denkiem, szerokim szychem haftowane albo i złotem. Na czapce jedwabna chustka kaczorowego koloru, obwiązana wąsko wkoło czapki i z kokardą nad czołem, że dno czapki było widne. Dziewczyny malutkie perkalikowe czapeczki na samym czubku głowy, obszyte wkoło na dwa cale szeroko czerwoną materią; u czapeczki dwie szerokie i długie na 3 stopy bandy, czyli uwiązki perkalikowe, białe, związane pod brodą w wielką kokardę, której końce obszyte wyrobionymi ząbkam lub haftowane. Dziewczęta miały sznurówki. Suknie perkalikowe, szerokie niezbyt suto i różnobarwne. Zimą kaftany z lekkiej materii różnej barwy z rękawami szerokimi, których fałdy, czyli zmarszczki, zbiegały się u dołu do obszycia szerokiego z tej samej materii, zwanego paskiem. Fartuch szeroki, płócienkowy albo muślinowy, w kolorowe pręgi. Trzewiki skórzane, sznurowane (buciki) w zimie, a latem, jakoby pantofelki, trzewiki płytkie. Bogatsza miała granatowy kaftan na kształt męskiego zrobiony, suto obszyty frandzlą jedwabną, czarną, ze świecącymi guzikami w przodku i w tyle. Chustki duże były po większej części czerwone lub jaskrawe.”

Oskar Kolberg „Dzieła wszystkie – Pomorze” tom 39.

* Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury, uzyskanych z dopłat ustanowionych w grach objętych monopolem państwa, zgodnie z art. 80 ust.1 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych.

Szanowni Państwo!

Witam na mojej stronie internetowej, która powstała z potrzeby serca i chęci jeszcze doskonalszego służenia mojej Małej Ojczyźnie i Jej Mieszkańcom.

Gdy wiele lat temu w moim autorskim programie telewizyjnym PANORAMA WSI, propagowałam rozwój agroturystyki na polskiej wsi, niewiele osób w to wierzyło. A jednak, dzisiaj polska wieś słynie z coraz szerszej i doskonalszej oferty agroturystycznej właśnie. Teraz zatem dla mnie kolejny etap – popularyzowanie tych gospodarstw, które odwiedzę i które będę Państwu polecać, byście zechcieli w nich zagościć. Czekam zatem na zaproszenia i wskazówki od Państwa, dokąd mam pojechać.

Poza tym na tej stronie, w zakładce STREFA POLSKIEGO KONSUMENTA, będzie też o  niezwykle ważnej dla mnie kwestii patriotyzmu konsumenckiego. Namawiać tam Państwa będę do kupowania dobrych polskich produktów, polecanych przez tych, którzy zechcą rekomendować nam te produkty czy usługi, które sami przetestowali i uznali je za dobre.

No i to, co kochacie najbardziej, czyli relacje z imprez i imprezek, na które także proszę mnie zapraszać, jeśli chcecie, by wśród gości zasiadła Kujawianka. Możecie także zapraszać mnie do swoich firm, na dożynki, jarmarki, towarzyskie spotkania. Przyjadę w swoim ukochanym ludowym stroju, a relację zamieszczę na face book-u i tej stronie internetowej. Będziecie ją mogli także udostępniać i  publikować w swoich mediach.

Poza tym znajdziecie tu także trochę wspomnień i historii, będących próbą podsumowania moich dziennikarsko-artystycznych dokonań z kilku ostatnich lat.

                                                          Wasza Kujawianka Krystyna