KULTURA I HISTORIA – MIEJSCA I LUDZIE

𝗖𝗨𝗗𝗔 𝗡𝗔 𝗔𝗥𝗖𝗘 𝗞𝗥𝗘𝗔𝗧𝗬𝗪𝗡𝗢Ś𝗖𝗜

28 listopada 2021 r.

GOSPODARSTWO OPIEKUŃCZE LUBIEWICE 59 tel: +48 782 306 696         

e-mail: kontakt@warsztatowniakreatywosci.pl www.warsztatowniakreatywnosci.pl       

      Fundacja „CudaWianki” i „Warsztatownia Kreatywności”, to dwie instytucje prowadzone przez – Małgorzatę i Grzegorza Oparków z Lubiewic, w powiecie tucholskim. Zdecydowali się oni jako rolnicy na uruchomienie w swoim gospodarstwie – gospodarstwa opiekuńczego, a w nim także na prowadzenie mieszkania treningowego! To jest także ich alternatywne rodzinne źródło utrzymania, bo z małego 19 hektarowego gospodarstwa rolnego – w tym tylko 6 ha ziemi ornej – trudno byłoby utrzymać 6-osobową rodzinę. Dlatego postanowili skorzystać z europejskich funduszy, umożliwiających rolnikom dodatkową pracę. Musieli w tym celu uzupełnić swoją wiedzę na różnych kursach i dostosować gospodarstwo do przyjęcia gości korzystających z zajęć organizowanych w ramach gospodarstwa opiekuńczego. I… STAŁ SIĘ CUD! Stanęli do przetargów i je wygrywali. Od czerwca ubiegłego roku realizują między innymi…

      …𝗣𝗥𝗢𝗝𝗘𝗞𝗧 „𝗦𝗔𝗠𝗢𝗗𝗭𝗜𝗘𝗟𝗡𝗜𝗘 (𝗡𝗜𝗘-𝗦𝗔𝗠𝗘𝗠𝗨)”, realizowany z funduszy europejskich pozyskanych przez Kujawsko-Pomorski Ośrodek Doradztwa Rolniczego w Minikowie wspólnie z Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Tucholi. W ramach tego projektu aż dziewięć osób z niepełnosprawnością z tego powiatu, korzysta z niezwykle ciekawych zajęć prowadzonych przez państwa M. i G. Oparków, które mają sprawić, że podopieczni „Warsztatowni Kreatywności” nauczą się wielu czynności, które pozwolą im się usamodzielnić. Pięć spośród tych osób dojeżdża na warsztaty codziennie od poniedziałku do piątku w ramach Otwartego Punktu Integracji, natomiast cztery osoby zamieszkują w gospodarstwie państwa Oparków i na pół roku stają się niejako członkami ich rodziny. Po pół roku, na tej ARCE KREATYWNOŚCI, zmieni ich kolejna grupa warsztatowiczów. Idea fantastyczna! A w wykonaniu rodziny Małgorzaty i Grzegorza Oparków z czworgiem synów – po prostu FE-NO-ME-NAL-NA!

      BYŁAM GOŚCIEM TEJ WSPANIAŁEJ POWIĘKSZONEJ RODZINY, na potrzeby której urządzono funkcjonalne dodatkowe pokoje gościnne oraz przepiękną świetlicę, gdzie organizowane są zajęcia warsztatowe! Nie dość tego. W ramach zajęć ogrodowych urządzono również w tym gospodarstwie, małą plantacje lawendy i specjalnie podwyższone rabaty warzywne, gdzie podopieczni uczą się prowadzić mały, przydomowy ogródek. Coś wspaniałego!

Oprócz tego, podczas tych zajęć terapetycznych – prowadzonych w ramach programu „Samodzielnie (nie-samemu)” już od czerwca 2020 roku – wszyscy razem z rodziną gotują obiady, wykorzystując osobiście uprawiane warzywa i owoce, sprzątają, pieką przepyszne ciasta do poobiedniej kawy, rozmawiają na wszystkie tematy związane nie tylko z problemami codziennego życia domowego, ale również na takie, chroniące podopiecznych na przykład przed wykorzystywaniem przez innych ludzi. Rozmawia się więc w tej Rodzinie o tym, komu można podać do ręki swój dowód osobisty czy z kim rozmawiać na przykład o swoich oszczędnościach.

      NIEZWYKLE LUBIANE SĄ RÓWNIEŻ PRZEZ PODOPIECZNYCH ZAJĘCIA ŚWIETLICOWE, między innymi wspólne zwijanie z woskowych arkuszy wonnych świec, wytwarzanie kremów lub mydeł z naturalnych składników czy wycinanie na specjalnej wyżynarce zabawek z drewna. I praktycznie nie ma chwil wolnych, bo trzeba w tej Rodzinie tak zorganizować zajęcia, by w czasie trwania pół rocznego kursu, jak najwięcej osób mogło nauczyć się samodzielnie żyć i być może zamieszkać we własnych mieszkankach w Tucholi, które niektórym podopiecznym przyznaje PCPR. Już dwóch warsztatowiczów z Lubiewic, otrzymało takie lokum w Tucholi! Chciałoby się powiedzieć, że takie cuda dzieją się dzięki edukacji nie na warsztatach, a na… arce kreatywności!

      Czasami te  warsztatowe zajęcia łączą się z zajęciami prowadzonymi przez Fundację „CudaWianki”. To także integracyjna terapia umiejętności współżycia z innymi ludźmi. A ile jest radości, gdy warsztatowicze razem z seniorami śpiewają lub na przykład obcinają pachnącą lawendę, na przydomowym poletku lub zbierają truskawki. Ta lawenda jest zresztą również później wykorzystywana do zajęć…  chemicznych. Wtedy przy użyciu specjalnej aparatury – alembiku – wydobywa się z niej, a także z innych ziół i kwiatów – wonny ekstrakt, służący później do produkcji naturalnych kosmetyków.

     Państwo Oparkowie razem prowadzą te wszystkie zajęcia, bo trzeba mieć oko na każdego uczestnika, żeby nikomu nic się nie stało. Ale jak to czasami i w rodzinie bywa, nieraz ktoś oparzy paluszek, przy wyciąganiu gorącej blachy z upieczonym ciastem z piekarnika! Wtedy natychmiast pierwszą pomoc w przyklejeniu plastra niosą warsztatowi przyjaciele.

      „WARSZTATOWNIA KREATYWNOŚCI” będzie realizować projekt „Samodzielnie (nie-samemu)” do sierpnia 2021 roku. – Alemówią zgodnie Małgorzata i Grzegorz Oparkowie nie chcielibyśmy naszych podopiecznych zostawiać po tych warsztatach, bez dalszej naszej opieki. Trzeba przyznać, że wielu z nich po tych zajęciach prowadzonych w ramach gospodarstwa opiekuńczego, umacnia się w swojej samodzielności. Dlatego staramy się stworzyć dla nich Przedsiębiorstwo Społeczne – i wierzymy, że już niebawem nam się to uda. Pomaga nam w tym Kujawsko-Pomorski Ośrodek Wspierania Ekonomii Społecznej w Bydgoszczy. To będzie taki mini zakład pracy, w którym będą mogły pracować trzy osoby z niepełnosprawnością. Postanowiliśmy, że będziemy produkować ekologiczne paliwo – pelet. Już dzisiaj zapraszamy osoby, które mają piece na pelet, do zainteresowania się naszą ofertą sprzedaży tego paliwa, bo będzie w nim dodatkowe ciepło – czyli ciepło naszych serc i serc naszych podopiecznych. Nasi usamodzielnieni u nas pracownicy będą mieli dzięki temu swoje miejsce pracy umożliwiające im rehabilitację zawodową i będą także mieli płacone pensje.

      GOŚCI W TYM PIĘKNYM GOSPODARSTWIE dzisiaj także, JOANNA JASTAK – wójt gminy Lubiewo, która nie ukrywa dumy ze swoich mieszkańców, którzy zdecydowali się na prowadzenie tego wzorowego, ba chyba nawet wzorcowego gospodarstwa opiekuńczego. Pani wójt z dumą przywozi tutaj wycieczki z całego kraju, by zaprezentować innym jak fantastycznie, dzięki wspaniałemu zaangażowaniu gospodarzy, może działać taka służąca osobom niepełnosprawnym rodzinna terapeutyczna instytucja! Pani wójt stara się wspierać wszystkie gospodarstwa w swojej gminie, które zdecydowały się na takie dodatkowe przedsięwzięcie. Nie wszystkie jednak podjęły dalsze działanie mające na celu kontynuowanie pracy w gospodarstwie opiekuńczym.

      Natomiast w gospodarstwie państwa Oparków, już niebawem rozpocznie działalność Przedsiębiorstwo Społeczne produkujące pelet, w którym zatrudnienie znajdą uczące się samodzielności osoby z niepełnosprawnością. Ale przecież można także do tego wyjątkowo gościnnego gospodarstwa przyjechać na zajęcia prowadzone tutaj dla rodzin, seniorów i uczniów szkół i przedszkoli.

      – Zapraszamy do naszego gospodarstwa – mówią państwo M. i G. Oparkowie – ba do naszej Rodzinki, by wspólnie nauczyć się robić takie prawdziwe CUDA-WIANKI. W zajęciach takich może uczestniczyć od 8 do 30 osób. Mogą to być grupy seniorów lub uczniowie szkół i przedszkoli albo 2-3 rodziny razem z dziećmi, którym możemy pokazać także przepiękne kozy, kotki, bardzo przyjaznego pieska i po prostu pobyć na świeżym powietrzu.

      Teraz w okresie świątecznym, w prywatnym lesie państwa Oparków można także spotkać „prawdziwego” Mikołaja, który obdaruje gości prezentami świątecznymi. Koszt takich zajęć nie jest zbyt wygórowany, a frajda naprawdę ogromna! Tak przynajmniej mówią wszyscy ci, którzy już tu byli. Zapraszam w imieniu gospodarzy!

Fantastyczną Rodzinę Państwa Oparków w Lubiewicach odwiedziła

Krystyna Lewicka-Ritter – Wasza Kujawianka

MOI OSTOMILI        

Luty – Marzec 2021 r.

  Jako dziennikarka-regionalistka otrzymałam od Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu stypendium na rok 2021 na cykl reportaży pt. Krystyna Lewicka-Ritter „ W KUJAWSKO-POMORSKIEM – Z OSKAREM KOLBERGIEM POD REKĘ”.

                W ramach tego stypendium realizować będę w tym roku – od kwietnia do października –  reportaże w wielu placówkach muzealnych woj. kujawsko-pomorskiego, prezentujących niezwykle bogate dziedzictwo etnograficzne regionu. To bogactwo, to aż 8 subregionów: Kujawy, Ziemia Dobrzyńska, Ziemia Michałowska, Ziemia Chełmińska, Bory Tucholskie, Krajna, Pałuki i Kociewie, które zamierzam przedstawić w tych prezentacjach. Reportaże ilustrowane będą zdjęciami, wykonanymi w miejscu ich realizacji. Materiał wzbogacony będzie również cytatami z dzieł Oskara Kolberga., np. przy opisie obrzędów.

                Reportaże publikowane będą na mojej stronie internetowej www.krystynalewicka-ritter.pl  oraz na moim profilu na Facebook-u. Końcowym etapem mojej pracy stypendialnej będzie wydanie książki, mini-przewodnika etnograficznego, wskazującego możliwości zapoznania się z jakże bogatym dziedzictwem folklorystycznym i kulturowym polskiej wsi, dziedzictwem subregionów woj. kujawsko-pomorskiego. Ponieważ od wielu lat, w mojej dotychczasowej pracy reporterki i prezenterki, występuję ubrana w strój kujawski, także i ten cykl reportaży realizować będę w stroju ludowym.

Pierwszy reportaż opublikuję w Wielką Sobotę, tuż przed Wielkanocą , będącą symbolem nadziei,  wiosny, oczyszczenia, będącą również symbolem nowego życie. W czasie pandemii, z którą zmagamy się w Polsce już ponad roku,  właśnie tego potrzeba nam najbardziej. Wierzę, że moje reportaże dostarczą Państwu również wielu nowych informacji o życiu niegdysiejszych mieszkańców polskiej wsi, ale też przyczynią się do popularyzacji naszego pięknego dziedzictwa kulturowego. W Wielkanoc zaproszę Państwa do zwiedzania przepięknego Parku Etnograficznego znajdującego się w centrum Torunia. W Europie taki skansen w centrum miasta ma tylko Toruń. W kolejnych kwietniowych reportażach odwiedzimy także etnograficzną wystawę stałą w toruńskim Arsenale zatytułowaną „Tajemnice codzienności”, pokazującą właśnie jak żyli na co dzień mieszkańcy polskiej wsi na przełomie wieków XIX i XX. Później odwiedzimy, należący również do Muzeum Etnograficznego w Toruniu, Park Etnograficzny w Kaszczorku. I tak aż do października 2021 roku, będę chciała pokazywać Państwu kolejne miejsca, w których cofniemy się w czasie nawet o… 200 lat!

 

                Chciałabym także, by ten cykl reportaży był swego rodzaju hołdem złożonym Oskarowi Kolbergowi, wspaniałemu etnografowi i badaczowi kultury, dzięki któremu tak wiele wiemy o ludziach z tamtych wieków, ich życiu i zwyczajach. Jest także Oskar Kolberg moim Przewodnikiem po świecie folkloru i Ojcem Duchowym mojej pasji. Dzięki tym reporterskim wędrówkom poznacie Państwo także współczesnych kontynuatorów Kolbergowskiego dzieła:  muzealników  i pasjonatów stojących na straży tradycji, pieczołowicie czuwających nad tym, co udaje im się ocalić od zapomnienia.

                Będzie mi niezmiernie miło, jeśli moje posty będziecie Państwo udostępniać  swoim Przyjaciołom, Bliskim i Znajomym. Dzięki temu, informacje o zwyczajach i życiu mieszkańców wsi z minionych wieków pozna szersze grono Czytelników.

 Dziękuję Panu Ministrowi Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu, prof. Piotrowi Glińskiemu,  za powierzenie mi tego odpowiedzialnego zadania. Przyznanie stypendium dziennikarce-regionalistce, pragnącej popularyzować kulturę ludową, tak bardzo związaną z życiem wsi, to także wskazanie, że właśnie folklor – i związane z nim wartości – mają poczesne miejsce na mapie polskiej kultury.

                A jako rzekłam, że będzie to podróż po Regionie z Oskarem Kolbergiem pod rękę, oto i Jego opisanie trwającego właśnie Wielkiego Tygodnia, poprzedzającego Wielkanoc: „ Na Kujawach zwykle w Wielki Czwartek wybijają żur, to jest: tłuką garnki napełnione popiołem, gnojem, błotem i innymi nieczystościami (niby żurem) o drzwi i okna, a rozbiwszy one mocno nieraz drzwi i okna opaskudzą.

                Od komina zaś jednej do komina drugiej przeciwległej chałupy, przeciągają w poprzek ulicy powrósło słomiane, z kilku powiązanych z sobą złożone części. W środku owego powrósła, obniżonym nieco na kształt girlandy lub festonu, uwiązują garnek napełniony żurem lub popiołem, który chłopcy swawolni rozbijają kijami, właśnie wówczas, gdy ktoś przez ulicę pod owem powrósłem przechodzi, dla obsypania nieostrożnego przechodnia porządną dozą popiołu i sadzy. Po czem nawiązują w to samo miejsce inny garnek, podobnie jak tamten do rozbicia i osypania kogoś przeznaczony. Czynią to zwykle w wielką Sobotę, uzbrojeni w długie kije i żerdzie” (O. Kolberg tom III „Kujawy”)

                W Wielką Sobotę mieszkańcy wsi naszego Regionu, powszechnie także święcili od wieków pokarmy, spożywane później przy wielkanocnym stole. Inaczej niż na Kaszubach czy na Śląsku, gdzie przed 1945 rokiem święcono tylko pokarmy we dworze i tylko dla dziedzica. Do koszy ze święconem wkładano m.in. baranka z chorągiewką lepionego z masła lub pieczonego z ciasta – symbole Zmartwychwstałego Chrystusa, zdobione, kolorowe jajka, na Kujawach zwane kraszankami (malowane na jeden kolor, np. gotowane w zielonym życie, buraczkach, korze dębu lub łupinach cebuli), w innych regionach zwane także: pisankami, drapankami czy oklejankami. Wkładano również do koszyka pieprz i sól, będącą symbolem prawdy i oczyszczenia, chrzan – zapewniający siłę i witalność, kiełbasy i szynki – symbol dostatku i dobrobytu oraz babkę wielkanocną – chwalącą zaradność gospodyni. Wszystko to miało służyć symbolicznemu przepędzaniu grzechu i zła wszelkiego. Przy stole wielkanocnym, w niektórych regionach dzieląc się jajkiem, składano sobie dobre życzenia, mające zagwarantować zdrowie i pomyślność. Wielkanoc to wszak święta Zmartwychwstania Pańskiego, Święta zwycięstwa dobra nad złem, życia nad śmiercią.

                I ja zatem u progu Wielkanocy, życzę Państwu w ten czas pandemii, wszelkiego Dobra i Dobroci, Zdrowia i w ogóle wszelkiej pomyślności oraz przede wszystkim zwycięstwa nad koronawirusem! Nisko kłaniam się w tym miejscu wszystkim ludziom walczącym na pierwszym froncie pandemicznych zmagań – przed wszystkim pracownikom służby zdrowia, ale także wszelkim służbom porządkowym, osobom zatrudnionym na stanowiskach, których dla ciągłości naszego życia, nie można wysłać do pracy zdalnej. TO PAŃSTWU DEDYKUJĘ MÓJ CYKL REPORTAŻY „W KUJAWSKO-POMORSKIEM – Z OSKAREM KOLBERGIEM POD RĘKĘ”…

                                    Krystyna Lewicka-Ritter, Wasza Kujawianka

20 marca 2021 r.

Cichy bohater Strajku Chłopskiego 1981 r.

Uroczystości 40-lecia Strajku Chłopskiego w Bydgoszczy w 1981 roku, mają także swe domowe wspomnienia. Na tym zdjęciu widać Czesława Niedzwiedzkiego, zmarłego niedawno rolnika z podbydgoskiego Kruszyna. To Tata lidera naszej AGRO-RETRO-GRUPY, Adama Niedzwiedzkiego. Niestety, Pan Czesław, nie doczekał obchodów rocznicy. Jest jednym z cichych BOHATERÓW tamtych dni. Adam i jego rodzina, pieczołowicie przechowują w swojej bazie – międzykółkowej Bazie Maszynjowej w Kruszynie, pamiątki po Tacie i Dziadku.

W roku 1981, roku tamtego Strajku, Adam miał 12 lat. – Dobrze pamiętam – mówi – jak Ojciec, wraz z innymi rolnikami, wyjeżdżali w grupach, do bydgoskiej siedziby Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego, by – w ramach wyznaczonych dyżurów – kontynuować STRAJK OKUPACYJNY ROLNIKÓW. Trwali w siedzibie ZSL od 16 kwietnia, do połowy maja. -Zawsze wyjeżdżali na strajk grupami – wspomina Adam. – Była wiosna, czas wzmożonych prac w gospodarstwie, więc Tata, tak planował dyżury w Bydgoszczy, by obrobić wszystko w polu i obejściu Baliśmy się o niego i wspieraliśmy go.
Wtedy Bydgoszcz była stolicą SOLIDARNOŚCI. Obchody w 2021 roku 40-rocznicy tych wydarzeń, to także czas, podkreślenia w nich roli naszych cichych bohaterów. Co jako nieformalny rzecznik prasowy naszej AGRO-RETRO-GRUPY czynię z największym szacunkiem, pisząc wspomnienie o działalności, CZESŁAWA NIEDZWIEDZKIEGO, rolnika z Kruszyna.

Jest też jeszcze jedno wspomnienie. Adam Niedzwiedzki, inicjator, naszych filmów: RETRO ŻNIWA, RETRO OMŁOTY, RETRO WYKOPKI, zawsze występuje w nich w HISTORYCZNYM BERECIE (kolorowe zdjęcia, Adam Niedzwiedzki- pierwszy z lewej). To właśnie beret jego Taty, w którym Tata zrobione ma zdjęcie ze Strajku Chłopskiego w Bydgoszczy. Pan Czesław Niedzwiedzki, towarzyszył, wraz z żoną Izabelą, naszej AGRO-RETRO-GRUPIE, przy nagraniach filmów. Ostatniego, już nie zdążył zobaczyć. Zmarł w ubr. pozostawiając po sobie piękne wspomnienia. Jego syn Adam, żałuje dzisiaj, że nie zdążył ochronić wszystkich wspomnień Taty z okresu bydgoskich wydarzeń z 1981 roku. Ale na szczęście zachowały się zdjęcia i niektóre dokumenty z powielacza. Możecie je zobaczyć w Międzykółkowej Bazie Maszynowej w Kruszynie, gdzie pamiątki po Dziadku, i w ogóle po minionych czasach, przechowują także wnuki Pana Czesława – Mateusz Niedzwiedzki i jego siostra Ola, wspierani także w tym dziele przez mamę – Magdę i Babcię Izabelę, wdowę po śp. CZESŁAWIE NIEDZWIEDZKIM, cichym Bohaterze bydgoskiego Strajku Chłopskiego z 1981 roku… CHWAŁA I TYM BOHATEROM!!! Jakże cichym Bohaterom…

12 sierpnia 2020 r.

PANI NA SIELCU czyli HRABINA PRACUJĄCA

 

DWÓR MARZEŃ

SIELEC

88-400 ŻNIN

Tel. +48 604 401 466

fbDworMarzenSielec

e-mail: dwormarzen@op.pl

Z KATARZYNĄ KEJTI RODZIEWICZ, byłą dziennikarką radiową bydgoskiego Radia Pomorza i Kujaw, znamy się od wielu lat. Obydwie jesteśmy bardzo zapracowane i poświęcone swym pasjom. Moja folklorystyczna, jej dworsko-konserwatorsko-historyczna. Właściwie skatalogowanie Jej pasji, jest w zasadzie niemożliwe, ponieważ Katarzyna, poza tym, że od 20 lat przywraca do życia zespół dworsko-parkowy w Sielcu k. Żnina, posiada niezliczone talenty. Jest poetką, florystyką, konserwatorem zabytków, animatorem kultury, społecznikiem a przede wszystkim wspaniałym przewodnikiem po historii miejsca, które nazwała DWOREM MARZEŃ. Tu także gromadzi pamiątki i pielęgnuje wspomnienia po ostatnim właścicielu dworu w Sielcu – admirale Józefie Unrugu.

Nietrudno zgadnąć, że gdy dzisiejsza właścicielka, 20 lat temu kupiła wraz z rodziną, klasycystyczny dworek z przełomu XVIII i XIX wieku, w niczym nie przypominał on pięknie już dzisiaj odrestaurowanych salonów, gabinetów i dworskich pokoi. Do tego pięknego już dzisiaj stanu doprowadziła go uzbrojona w marzenia i determinację, biegająca dotąd po regionie z reporterskim magnetofonem młoda, śliczna dziennikarka – Katarzyna Rodziewicz. Marzenia chroniły ją od zwątpień i i czasami bezsilności, które to emocje natychmiast przekuwała w twórczą siłę sprawczą pokonującą kolejne problemy.

Dzisiaj doprawdy już trudno sobie wyobrazić – mówi Kasia– jak ów dwór wyglądał, gdy 20 lat temu, wraz z rodziną, staliśmy się jego właścicielami. Kolejni, często przypadkowi jego użytkownicy, bez szacunku obchodzili się z pozostawionymi tu po II wojnie światowej jeszcze dokumentami, meblami i pamiątkami po admirale Unrugu. A sam budynek, jego wnętrza i park z blisko 200 i 300 letnimi pomnikowymi drzewami, to była po prostu ruina! My nie mieliśmy żadnych zasobów finansowych, by szybko przeprowadzić restaurację i konserwację tego zabytkowego miejsca. Mieliśmy tylko nasze… marzenia i… pracowite dłonie. Sama malowałam ściany, zdzierałam kolejne warstwy olejnych farb, które zdewastowały piękne mozaikowe podłogi, szyłam zasłony i firany. Sama też tapicerowałam dworskie kanapy i fotele i gromadziłam skąd się dało i jak się dało pamiątki po admirale. Wspierała mnie rodzina i czasami przyjaciele. I… to wciąż za mało. Bo mimo, że dzisiaj dwór już dwór przypomina, wciąż potrzebne są środki na dalsze prace konserwatorsko-remontowe.

Z wielką estymą podążam w moim kujawskim ludowym stroju, za moją koleżanką dziennikarką, hrabiną na Sielcu i odwiedzam  Jej magiczny Dwór Marzeń. Cudowne, klimatyczne wnętrza. Z każdego kącika wyziera historia, którą Kasia przepięknie opowiada. Odwiedzamy kolejne dworskie pokoje: Jadalnia dwóch marszałków, zielony gabinet, apartament rzymski, błękitna sypialnia. Zdarza się, że ktoś chce te wnętrza wynająć na sesję zdjęciową czy krótki pobyt hotelowy. Katarzyna oprowadza także po swoim dworze i parku turystów i wycieczki. – I oby tych zdarzeń było jak najwięcej – mówi Kasia ubrana w swój, jak mówi, służbowy strój hrabiny– bo dzięki temu zbieramy środki na dalsze prace remontowe.

Spaceruję z moją przyjaciółką, dziennikarką i jej mężem Andrzejem ubranym w strój z epoki,  po cudownych dworskich salonach, po pięknym parku, po części muzealnej dworu, gdzie ze zdjęć spogląda na nas admirał Józef Unrug. Dumny widać ze swej „duchowej wnuczki” Katarzyny Rodziewicz, bardzo zapracowanej hrabiny, która przywraca polskiej historii pamięć o Nim. To on zaraz, gdy na mapy świata powróciła wolna Polska, stworzył polską Marynarkę Wojenną, a we wrześniu 1939 roku bohatersko walczył o Hel. Warto poznać Jego dzieje i warto przyjechać na krótką, a nawet i dłuższą wycieczkę do Sielca koło Żnina, by spotkać się z… ADMIRAŁEM I HRABINĄ…

                           POLECA Wasza Kujawianka, Krystyna Lewicka-Ritter

11 sierpnia 2020 r.

11 sierpnia 1890 roku odbył się ślub 30-letniego WŁODZIMIERZA TETMAJERA, malarza, poety i pisarza- inteligenta, z dziewczyną z ludu – 16-letnią Anną Mikołajczykówną. Wbrew oburzonym tym „mezaliansem” krakowskim elitom i rodzinie pana młodego, małżeństwo bardzo udane, dzięki któremu m. In., Włodzimierz Tetmajer stał się PIEWCĄ POLSKIEJ WSI.

Państwo młodzi zamieszkali w podkrakowskich Bronowicach, gdzie bywał także, ich przyjaciel, poeta LUCJAN RYDEL inteligent, który poznał u państwa Tetmajerów siostrę Anny, Jadwigę Mikołajczyk. Ich ślub odbył się 20 listopada 1900 roku i został uwieczniony przez STANISŁAWA WYSPIAŃSKIEGO w słynnym „WESELU”.
Dziewczyny z ludu zachwycały możnych tego świata, często bywały muzami i żonami (kochankami – bardziej i mniej szczęśliwymi) artystów. Inspirowały twórców: malarzy, poetów, literatów, kompozytorów. Dzięki nim powstało wiele wybitnych dzieł sztuki.

3 sierpnia 2020 r.

Bogusia ZIOMKOWSKA, wspaniała Kobieta, cudowna Koleżanka, fantastyczna HAFCIARKA. Bardzo oddana REGIONOWI I FOLKLOROWI. WIELKIE GRATULACJE dla Ciebie Bogusiu, Bogumiła Ziomkowska za to wyróżnienie, na które w pełni zasługujesz. Umieszczam ten post na swojej stronie internetowej www.krystynalewicka-ritter.pl w zakładce KULTURA I HISTORIA- MIEJSCA I LUDZIE

Gminny Ośrodek Kultury i Sportu.
Kochani jest nam miło przedstawić w Galerii Pozytywnie Zakręconych w Dąbrowie Chełmińskiej twórczynię ludową Panią Bogumiłę Ziomkowską.
Pani Bogumiła jest mieszkanką naszej Gminy już od 22 lat. Cały ten czas aktywnie działa na rzecz upowszechniania tradycji hafciarskich wśród lokalnej społeczności. Jest inicjatorką Warsztatów Haftu Kolorowe Niteczki.
Pani Bogumiła hafciarstwem zajmuje się od lat 80. Pasją do tego rękodzieła zaraziła ją znajoma plastyczka.
Pani Bogumiła zgłębiła tajniki wykonywania różnego rodzaju haftów: kujawskiego, kociewskiego, kaszubskiego, borowiackiego, pałuckiego, haftu ażurowego – richelieu i angielskiego.
Pierwsze prace Pani Bogumiła sprzedawała w Cepelii. Z czasem jej talent znalazł własne, szerokie grono miłośników. Serwetki, serwety, obrusy, zasłony i wszelaka odzież… wszystko to Pani Bogumiła potrafi przyozdobić haftem.
Obecnie Pani Bogumiła wykonuje indywidualne zamówienia. Współpracując z KGW, zespołami i działaczami ludowymi realizuje swoją pasję do haftu. Każde zlecenie jest dla niej nowym wyzwaniem, do którego przygotowuje się starannie. W doborze stylizacji bierze pod uwagę wszystkie aspekty charakteryzujące dany rodzaj haftu. W wyborze ornamentów i rysunku Pani Bogumiła współpracuje z mężem, Panem Mieczysławem, który od lat wspiera ją w hobby.

Przykładowe prace Pani Bogusi: Godło Polski; Herb Gminy Dąbrowa Chełmińska; Herb Wałdowa Królewskiego; Herb Starostwa Powiatowego w Bydgoszczy; Herb Wojewody Kujawsko-Pomorskiego; Herb Województwa Kujawsko-Pomorskiego; Róża Kujawska; Uproszczona Róża Papieska – wręczona Pani Krystynie Lewickiej-Ritter na Jarmarku Kujawsko-Pomorskim w Myślęcinku; Czepce, kryzy i fartuchy dla Zespołu Ludowego Radojewiczanie; Fartuchy dla Zespołu Harmonia z Górska. Ponadto to właśnie Pani Bogumiła jest autorką kociewskich haftów, które zdobią gminne stroje okolicznościowe.

Gratulujemy Pani Bogumile wytrwałości w realizowaniu pasji i życzymy wielu nowych wyzwań hafciarskich!

1 sierpnia 2020 r.

1 sierpnia 1944, data, którą wszyscy MUSZĄ PAMIĘTAĆ. Mamy w naszym Regionie, piękne powstańcze wspomnienia. ZYGMUNT KORNASZEWSKI, Człowiek niezwykle zasłużony dla ochrony dziedzictwa kulturalnego KRAJNY. Prywatnie, Ojciec ELŻBIETY KORNASZEWSKIEJ-ROGACKIEJ, szefowej Zespołu Pieśni i Tańca ZIEMIA BYDGOSKA.
Wśród powstańczych postaci naszego Regionu, pragnę przypomnieć także redaktor ANNĘ JACHNINĘ, z Rozgłośni Pomorskiej Polskiego Radia (obecnie Radio PiK),także uczestniczkę Powstania Warszawskiego. Redaktor A.JACHNINA, była prekursorką radiowych programów dokumentujących dziedzictwo naszego FOLKLORU. Jest też autorką tekstu znanej „zakazanej piosenki”, SIERKIERA, MOTYKA, PIŁKA, SZKLANKA… CZEŚĆ ICH PAMIĘCI… PAMIĘTAMY…
Nakielanin Zygmunt Kornaszewski w Powstaniu Warszawskim. 
W tragicznie zakończonym Powstaniu Warszawskim wśród dziesiątek tysięcy żołnierzy Armii Krajowej w walkach udział wziął nakielanin, Zygmunt Kornaszewski. Niósł pomoc rannym jako sanitariusz. 1 sierpnia 1944 r. wybuchło Powstanie Warszawskie. Była to największa operacja bojowa Armii Krajowej w czasie II wojny światowej. Łącznie udział w walkach wzięło ok. 50 tys. osób. Wśród członków Armii Krajowej był nakielanin Zygmunt Kornaszewski.
Przed wojną Zygmunt Kornaszewski urodził się 30 czerwca 1925 r. w Starogardzie Gdańskim. Ukończył szkołę powszechną i Gimnazjum im. Kopernika w Bydgoszczy. Działał w w szeregach 6 Drużyny Harcerskiej.
Okupacja 
2 września rodzina ewakuowała się do Warszawy i przeżyła oblężenie stolicy. Okupację Kornaszewscy spędzili w Warszawie. Zygmunt Kornaszewski ukończył tajne nauczanie i w czerwcu 1944 r. zdał maturę. Kilka razy uniknął łapanek. Jego ojciec działał w Armii Krajowej. Pomagał mu w przepisywaniu ulotek i tajnych gazetek oraz przenosił je do miejsca kontaktowego. 10 listopada 1942 r. niemiecka tajna policja (Gestapo) wtargnęła do mieszkania. Podczas przeszukania odnaleziono maszynę do pisania, za co Czesław Kornaszewski został aresztowany, a następnie zamordowano 24 lipca 1943 r. w Majdanku (w komorze gazowej).
W styczniu 1943 r. Zygmunt Kornaszewski został aresztowany wraz z wieloma innymi osobami podczas seansu filmowego w kinie i trafił do okrytego złą sławą więzienia – Pawiaka. Następnie więźniowie zostali wywiezieni pociągiem (do Majdanka). Grupie mężczyzn udało się uciec z jadącego pociągu w okolicach Garwolina, wśród nich był Zygmunt Kornaszewski. Powrócił do Warszawy, gdzie jakiś czas ukrywał się.
„Zyga” z AK
W lutym 1943 r. podjął decyzję o wstąpieniu do Armii Krajowej. Przyjął pseudonim „Zyga”. Ukończył różnego rodzaju szkolenia wojskowe, w tym obsługę broni i z zakresu pomocy medycznej.
Początek Powstania
1 sierpnia 1944 r. otrzymał informację o rozpoczęciu walk w Warszawie o godz. 17:00. Miejsce zbiórki wyznaczono na godz. 14:00-15:00. na Placu Narutowicza, tuż przy kościele. Jego oddział stanowił część XXIV Obwodu – dzielnica Ochota. Mieli atakować i zdobyć koszary żandarmerii w gmachu Akademika. Powstańców rozlokowano w okolicznych domach, gdzie mieli czekać na dostawę broni. Zygmunt broni nie otrzymał, tak jak i wielu innych. Miał apteczkę do udzielania pierwszej pomocy medycznej. Atak załamał się, a oddział poniósł straty. W nocy nieuzbrojonym plutonom kazano wycofać się do Śródmieścia. Po drodze zostali ostrzelani przez Niemców i znów ponieśli straty. – Rozsypaliśmy się, każdy biegł na swoją rękę. Nie mieliśmy orientacji, gdzie są nasi, a gdzie Niemcy. Ze wszystkich stron padały strzały – wspominał Zygmunt Kornaszewski. W rozproszeniu dostali się do bezpiecznej strefy. Następnego dnia pomagał budować barykady na ulicach: Grzybowej, Złotej i Chmielnej. Nadal nie otrzymał broni i dołączył do grupy zajmującej się zapobieganiem i gaszeniem pożarów.
Służba pomocnicza
W nocy 3/4 sierpnia dom, w którym przebywał zniszczyła niemiecka artyleria. Został ranny w głowę, a dzięki akcji ratunkowej wydobyty z gruzów i ocalony. Przebywał w szpitalu kilka dni. Po wyjściu ze szpitala trafił do sztabu Służby Sanitarnej i poprosił o przydział. 9 sierpnia dotarł do szpitala PCK przy ul. Jaworzyńskiej. Wykonywał prace pomocnicze: porządkowanie pomieszczeń po operacji, noszenie wody, był też noszowym oraz działał w patrolach sanitarnych. Pomagał także w szpitalu przy ul. Koszykowej. Przydzielono go do zespołu łączniczek.
Śmierć matki
17 września zginęła jego matka Stanisława. Pocisk artyleryjski rozerwał się kilka metrów nad ziemią i spowodował śmierć 4 osób. Zygmunt Kornaszewski odnalazł ciało matki i osobiście pochował. Po wojnie ekshumowano je i pochowano na cmentarzu parafialnym św. Katarzyny, przy ul. Włabrzyskiej.
Koniec Powstania
Do końca walk Powstania Warszawskiego przebywał w szpitalu przy ul. Jaworzyńskiej. Był fizycznie wyczerpany. Ważył tylko 46 kg. Brał udział w przygotowaniach do ewakuacji rannych i chorych. Był świadkiem pertraktacji kapitulacyjnych – widział spotkania parlamentariuszy obu stron walczących.
Niemcy wywieźli personel i pacjentów szpitala PCK do Krakowa (Dom Studencki Akademii Medycznej). Tam pracował nadal jako noszowy do maja 1945 r., gdy rozwiązano placówkę.
Ucieczka przed UB
Po zakończeniu wojny wrócił do Warszawy i próbował odzyskać mieszkanie przy ul. Alejach Jerozolimskich, ale zajął je Urząd Bezpieczeństwa. Dozorca domu poradził mu, aby wyjechał z Warszawy, bo jako żołnierz AK będzie aresztowany. Wyjechał do Lubania Śląskiego. Zweryfikowano mu maturę i podjął pracę jako nauczyciel, we wsi Miedziane (gm. Zawidów). Organizował nową szkołę w Starym Zawidowie i dokształcał się na kursach pedagogicznych. 1 kwietnia 1948 r. rozpoczął pracę jako kierownik kina w Zawidowie. W 1949 r. został kierownikiem w Środzie Śląskiej.
W 1950 r. przeniósł się na Krajnę. Został kierownikiem Szkoły Podstawowej w Wyrzy, a następnie kierownikiem kina „Słońce” w Nakle. Od 1961 r. kierował Powiatowym Domem Kultury w Nakle. Długo musiał okrywać fakt, że był żołnierzem Armii Krajowej.
Żonę Helenę Prill z Wyrzy poznał w 1946 r. w Lubaniu Śląskim. Ślub zawarli w 1950 r. Doczekali się czworo dzieci.
oprac. Mariusz Gratkowski na podstawie biografii autorstwa Sł. Łanieckiego.
fot. Nakielski Ośrodek Kultury/obraz autorstwa Zygmunta Szota

28 lipca 2020 r.

Kochani, to było fantastycznie spotkanie w prywatnej telewizji HRABINY NA SIELCU, czyli w DWORZE MARZEŃ u Kasi KEJTI RODZIEWICZ!!!! Kasieńko!!! Dziękuję Ci za zaproszenie do Twoich przepięknych WŁOŚCI I DO TWOJEGO KRÓLESTWA. No i oczywiście za to nagranie. Może dzięki temu przybędzie tych, co zakochają się w KUJAWACH… No I może trochę w…. KUJAWIANKACH… Bo Ty Kasiu, choć na Pałukach rezydujesz, to z urodzenia KUJAWIANKĄ jest.

129/14. Królowa małej ojczyzny o wielkim sercu, apetycie na życie i sztukę ludową. Redaktor Krystyna Lewicka-Ritter.adresy pod, którymi jest Królowa..www.krystynalewicka-ritter.plwww.krystynalewicka-ritter.pl

Opublikowany przez Kasię Kejti Rodziewicz Wtorek, 28 lipca 2020